Starorobociański Wierch
Starorobociański Wierch

Starorobociański Wierch

Komentarze 7
2016-02-06

Poranne wstawanie jak zwykle nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy. W dodatku miałam jakieś obawy co do dzisiejszej wędrówki. W Tatrach była dwójka lawinowa i złe przeczucia kołatały w mojej zazwyczaj spokojnej duszy. Starałam się już o tym nie myśleć siadając do auta z chłopakami...pomyślałam-jak będzie źle to nie robię ani kroku więcej-tak!mój rozsądek 🙂



Rano na parkingu w Dolinie Chochołowskiej było już kilka aut chociaż pogoda na dzisiaj miała być średnia-zachmurzenie, ale na szczęście bez opadów. Przemierzając Dolinę Chochołowską wypatrywaliśmy naszego czarnego szlaku prowadzącego przez Dolinę Starorobociańską. Dzień wstawał leniwie, a Słońce za nic nie chciało wyjść zza chmur. Piękno Doliny mnie zachwyciło i po cichu wypatrywałam największego drapieżnika żyjącego w Tatrach, bo ponoć to jedna z jego ulubionych Dolin do hasania 🙂 Powoli pniemy się w górę w śniegu ponad kostkę. Szlak mało przetary-może dzień wcześniej szły tędy trzy osoby. Im wyżej tym więcej białego puchu i więcej widoków jakie zaczynają ukazywać się naszym oczom. Fajnie zobaczyć od podnóża Trzydniowiański i Kończysty Wierch i zarys grani Przełęczy Siwej i Gabrowskiej Wyżniej...rany...ale nas czeka wspinaczka 🙂

Od prawej Trzydniowiański Wierch i Końćzysty Wierch
Od prawej Trzydniowiański Wierch i Końćzysty Wierch

Szlak stopniowo zwiększa naszą wysokość i musimy założyć raki, bo zaczyna być miejscami lód. Robimy to tuż obok Żlebu pod Pyszną. Stąd też im wyżej tym piękniej. Odsłania nam się nasza Królowa Beskidów znad chmur-Babia Góra, a bardziej na lewo Pilsko...nasz dom...tak blisko, a tak daleko. Tutaj w kosówce tracimy chyba wyczucie, gdzie prowadzi szlak, więc Maciek wytycza swój i tak na przysłowiowy "krzywy ryj" dochodzimy na Siwą Przełęcz. Odsapujemy i podziwiamy widoki, pogoda zaczyna się nieco poprawiać, co i nam podnosi poczucie humoru. Na szlaku od strony Ornaka widzimy kolejnych turystów, ale patrząc w stronę Starorobociańskiego...krew mi się mrozi w żyłach... Szlak całkowicie zasypany i niewydeptany, a my jesteśmy pierwsi żeby go wytyczyć. Zaczynam się bać widząc nawisy śnieżne na graniach i przepaściste zbocza...



Chłopaki ani trochę nie podnoszą mnie na duchu...i nim zdążyłam pomyśleć nad tym co robić, Maciek już ruszył jako pierwszy...starałam się iść za nim krok w krok, ale moje niepewne kroki spowalniały tempo i w momencie on już był wysoko. Ze mną został tylko Marcin, a za nami ruszyli kolejni...po parunastu krokach musiałam ich przepuszczać nie chcąc torować przejścia-był jeden moment w którym bałam się panicznie, że się zsunę mimo raków i czekana...walczyłam ze strachem wiedząc, że w razie wypadku nie mogę liczyć na nikogo. Później było już nieco lepiej, bo śnieg po kolana łagodził moją panikę, ale mimo tego ostrożnie stawiałam nogę za nogę. Marcin wspierał mnie rozmową, co pozwalało mi się nieco oderwać od myślenia o czarnym scenariuszu tej wędrówki. Dochodząc na Przełęcz Gabrowską myślałam, że najgorsze mam za sobą...niestety 😁

...spojrzałam na nasz cel ...zwątpiłam...nie sądziłam, że ten szlak od tej strony jest taki stromy...w dodatku tak jak wszystko do tej pory znowu zasypany...Pięć osób z którymi siedzieliśmy na )( idzie na Bystrą...tylko my idziemy na Staregoboćka...Waham się...w dodatku na myśl o tym, że muszę wrócić znowu Gabrowską )( na Siwą Przełęcz odbiera mi wszelki entuzjazm...



Po jakimś czasie na szczycie pojawiają się pierwsi turyści...nam nie pozostaje nic innego jak zacząć się wdrapywać na szczyt...Maciek znowu idzie jako pierwszy, ja druga, Marcin trzeci. Miejscami śniegu jest po kolana, miejscami jest lód i brak śniegu...w dole znowu opadające białe zbocza...Przyznaję się bez bicia, że mam lęk wysokości...cały czas idąc granią staram się patrzeć pod stopy. W takich momentach najbardziej boję się, że zahaczę rakiem o drugą nogę i polecę, to akurat nawet na prostym szlaku mi się zdarza, taka ze mnie niezdara 😉

Panorama ze Żlebu pod Pyszną
Panorama ze Żlebu pod Pyszną

...stopniowo nabieramy wysokości...od połowy szlaku na szczyt mam wrażenie, że idę po pionowej ścianie. Obserwuję tylko to co jest przede mną, w końcu mijamy się z dwójką chłopaków schodzących z góry-pozdrawiamy się serdecznie i dziękujemy sobie nawzajem za torowanie szlaku 🙂 Co jakiś czas zatrzymuję się i patrzę w dół...zaczynam się oswajać z przepaściami...nie jest tak źle. Powoli mój lęk ustępuje, ale to nie znaczy, że czuję się już ok.

Zdobywam w końcu szczyt...tutaj już jest tłoczniej i zaczyna wiać silny, mroźny wiatr ...brrr...staram się usadowić swoje cztery litery w bezpiecznym miejscu i po tym akcie siedzę już wygodnie i podziwiam widoki 🙂atmosfera na szczycie poprawia mi humor, po krótkiej przerwie i sesji fotograficznej czas schodzić, bo wiatr zaczyna być nie do zniesienia. Schodzenie...wydawało mi się, że będę mieć z tym nie lada problem... okazało się jednak, że jest prostsze niż wchodzenie....spoglądam w dół i znowu oswajam swój lęk. Jest dobrze 🙂

Babia Góra widoczna spod Siwej Przełęczy
Babia Góra widoczna spod Siwej Przełęczy

W mig znajdujemy się na Gabrowskiej mijając ostatnich wchodzących turystów na Starorobociański ...nadchodzi to co nieuniknione ...zejście do Siwej Przełęczy-boję się tego jednego odcinka mającego 4 m długości... Tym razem ja schodzę pierwsza, a Maciek idzie za mną zapewniając o swojej asekuracji w razie W. Dzięki temu czuję się nieco pewniej...tak jakby to miało mi jakoś pomóc nie będąc przywiązana do niego liną 🙂 Ku mojemu zaskoczeniu szlak idzie inaczej niż wytyczył go Maciek, bardziej łagodniej, co nie sprawiło mi takiego stracha jak wyjście...dziękowałam Bogu za to, że jestem już na szerszym polu śniegowym 🙂

Nieco zmęczeni chcieliśmy zrobić postój, ale wiatr wiał tak okropnie, ze postanowiliśmy ruszyć dalej i znaleźć jakieś inne miejsce na odpoczynek. Ruszamy w stronę Ornaku 🙂 kilka podejść, kilka zejść i zatrzymujemy się u jego podnóża. Pogoda zaczyna się kiepścić, a moje przeczucia się sprawdzają...nad Kończystym Wierchem widzimy helikopter TOPRu...analizuję twarze osób ze szczytu, które schodziły w tamtym kierunku i mam nadzieję, że nic groźnego się nie stało...to byli sami młodzi ludzie...później po telefonie od znajomych dowiadujemy się, że zeszła w tamtych okolicach mała lawina zabierając jedną osobę, której na szczęście nic się nie stało. Kierując się w stronę Suchego Wierchu Ornaczańskiego oglądamy ostatnie podrygi dnia...jest tak pięknie...pogoda znowu nam dopisała 🙂

Zejście szlakiem zielonym okazało się istną zmorą tego dnia...od połowy stwierdziliśmy, że zjazd na czymkolwiek będzie lepszym pomysłem niż kuśtykanie na nogach 🙂 Na Iwanickiej Przełęczy robimy postój , a ostatni z nas pozbywa się raków z nóg, co było totalną głupotą 🙂 Kilkanaście gleb zaliczonych po drodze do schroniska wybiło nam na następny raz tą nieodpowiedzialność z głowy 🙂 Do schroniska dochodzimy już o zmroku...a w środku tak klimatycznie, cieplutko. Postanawiamy posiedzieć nieco dłużej i odpocząć po tym męczącym zejściu. Popijamy piwko świętując zdobyty szczyt i moje imieniny ^_^. Wszystko co dobre szybko się kończy ku mojemu nieszczęściu...wychodzimy już w totalnych ciemnościach, a tak chciałabym zostać. Kierujemy się Doliną Kościeliską do Kir, a stamtąd do Doliny Chochołowskiej...odprowadza nas Księżyc z masą gwiazd na niebie i mroźny wieczór...kolejna wyprawa skończyła się szczęśliwie i do tej pory czuję smak pierwszej poważniejszej wyprawy zimowej w nasze Tatry.

Link do trasy:

Panoramy z Siwej Przełęczy
Panoramy z Siwej Przełęczy

http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=12139

Komentarze

Zostaw swój komentarz

DoRi
19 marzec 2017 18:52

Anja...ja zaczynałam od Beskidów...i później lekko podniosłam sobie poprzeczkę 🙂 Zakochasz się przy pierwszym wschodzie Słonka 🙂 najpiękniejsze chwile w życiu 🙂

Anja
05 marzec 2017 10:05

Pięknie. Ja kocham morze, choć ani pływać nie umiem ani nie lubię bezczynnie leżeć na plaży. Ot taki paradoks🙂🙂🙂 Do gór zaczynam się dopiero przekonywać...na razie w zasadzie byłam jedynie na górkach. Tym bardziej Twoje górskie wyprawy robią na mnie wrażenie.

DoRi
05 marzec 2017 09:24

Tatry zimą sa cudowne i przede wszystkim puste 🙂 Cenię sobie spokój i ciszę na szlaku więc dla mnie to idealna pora 🙂

marian
04 marzec 2017 20:19

[cytuj autor='Turysta Kulturowy Barsolis Karol ']"Szacun" dla Ciebie  i dla Twojej Ekipy.  Tatry zimą to  trud i zupełnie coś niezwykłego    Pozdrawiam Karol Barsolis [/cy

Fakt coś niezwyklego.

Barsolis Karol Turysta Kulturowy
04 marzec 2017 18:45

"Szacun" dla Ciebie  i dla Twojej Ekipy.  Tatry zimą to  trud i zupełnie coś niezwykłego 

 

Pozdrawiam Karol Barsolis

Maciej A
03 marzec 2017 22:16

[cytuj autor='Piernikarczyk Anna']No to połaziłaś zimą po Tatrach 🙂 Mieliście tzw. zjazd na bele czym 🙂 Choć głównie to chyba była zadek hehe [/cytuj]

taki zjazd to fajna sprawa,

co prawda w bele co może się coś wbić, ale to trzeba już mieć pecha ;-)

pięknie i jeszcze raz pięknie w takiej zimowej szacie

Anna Piernikarczyk
03 marzec 2017 08:42

No to połaziłaś zimą po Tatrach 🙂 Mieliście tzw. zjazd na bele czym 🙂 Choć głównie to chyba była zadek hehe

Wycieczka na mapie

Zwiedzone atrakcje

Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 2005 roku przez aktywną rodzinkę złożoną dziś z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami i informacjami praktycznymi. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy ponad 40 000 polubień, a na Instagramie 3 200 Obserwujących.
Copyright 2005-2021