Aby poznać historię Bojków

Komentarze 8
2012-05-23

Sladami wschodniej tradycji i kultury.



Spacerując po parku Żeromskiego w Szczecinie, niedaleko Zamku Książąt Pomorskich, Bramy Królewskiej, u zbiegu ulic Zygmunta Starego i Starzyńskiego patrzyłem nie raz na nowo powstający obiekt w tym miejscu. Nie wzbudzał specjalnego zainteresowania – ot tak jak wiele zabudowywanych wolnych placów po 2004 roku. Dopiero, kiedy ukończono budowlę nakrywając ją widoczną z daleka złotą kopułą wzbudziła ona moje zainteresowanie. To była nowa świątynia, zbudowana w stylu bizantyjskim na planie krzyża greckiego, Cerkiew prawosławna p.w. Św. Mikołaja. To skierowało moje spojrzenie na część mieszkańców kultywujących swoje tradycje i kultury przeniesione z rodzinnych stron. Wszak wielu z nas lub naszych przodków przybyło do Szczecina po 1945 roku. Ale poznając losy grup przybyłych do Szczecina, te grupy ludzi wzbudziły moje szczególne zainteresowanie. Wszak nie wszyscy przybyli tu dobrowolnie. Część zachęcana do wyjazdu ze swoich rodzinnych stron, po 1945 ale większość przesiedlana przymusowo w ramach „Akcji Wisła” od 1947 roku. Tu osiedlono wysiedlonych z Bieszczad ludzi wraz z ich kulturą i religią – prawosławną, greko-katolicką, i często rzymsko-katolicką mieszając Bojków, Łemków, i Dolinian zasiedlając nimi cały pas przygraniczny od Wrocławia do Szczecina. Część przesiedlonych próbowała powracać w rodzinne strony, co było bardzo trudno. Spalone wsie, konflikty narodowościowe, walki band i mordy na miejscowej ludności na tamtych terenach często utwierdzały decyzje o pozostaniu w miejscu nowego osiedlenia. Jeszcze raz potwierdziło się powiedzenie, że „ Szczecin to miasto wielu narodów”. Takim jest do dziś, ale wielu przybyłych pielęgnuje swoje tradycje przekazując je młodemu pokoleniu, wspominając swoje tragiczne losy, ale zgodnie współżyjąc z pozostałymi bez konfliktów. I tak to zainteresowanie losami i historią tych mieszkańców skierowało moje pierwsze kroki na Bojkowszczyznę, ziemie rozdzielone granicą polsko-ukraińską, na szlak cerkwi i cerkiewek, aby spotkać tych, którym udało się pozostać po 1945 roku, po 1947 roku w czasie tragicznej „Akcji Wisła” jak i tych niewielu, którym udało się wrócić po 1956 roku. Spotkać się i „pogadać” z „ przywłokami” ( tak nazywają ich rdzenni mieszkańcy tamtych terenów - to ci, którzy przybyli „ przywlekli się” w Bieszczady) próbując, zachwycając się pięknem tamtych ziem, osiedlać się, utrzymywać się i tworzyć kulturę bieszczadzką. Wielu z nich jest „ żywą legendą Bieszczad”, ale i wielu z tych „przywłok” odeszło i są już tylko legendą, która pozostała.

„Daleka droga”, więc podróż dzielimy i pierwszy dzień to Częstochowa. Miasto kojarzone przede wszystkim z Jasną Górą i obrazem Czarnej Madonny. Każdy z nas odbiera pobyt w tym miejscu inaczej. Miejsce kultu szczególnie z ikoną obrazu przedstawiającego Najświętszą Dziewicę z Dzieciątkiem, który wg legendy namalował św. Łukasz Ewangelista na deskach stołu z domu Świętej Rodziny. Znalezione w piątym wieku w Jerozolimie, przechowywane w Konstantynopolu a następnie w Bełzie na Rusi i w 1384 roku książę Władysław Opolczyk ofiarował go Ojcom Paulinom. Obraz ten to największy skarb i tajemnica Jasnej Góry. Michałowi opowiadam o historii tego miejsca przywołując opisy z „Potopu”, ks. Kordeckiego i Kmicica wspominając pana Zagłobę, mieszając prawdę z legendą. Z podziwem oglądam „Drogę Krzyżową” namalowaną i podarowaną dla Klasztory przez Jerzego Dudę Gracz. Można dużo pisać o tym szczególnym miejscu, ale najlepiej pozostawić to dla „Każdego” odwiedzającego to miejsce indywidualnie.



Rano wyjeżdżamy do Wieliczki, aby w zabytkowej kopalni soli przejść się trzykilometrowym fragmentem komór i korytarzy z kaplicami i wyrzeźbionymi w bryłach soli postaciami, obrazami i posłuchać ciekawych opowieści przewodników. Michał jest zachwycony. Ja, ( który raz już tam byłem?.).. też.

Późnym wieczorem jesteśmy na miejscu. To Bojkowszczyzna. Szybko spać, bo o czwartej rano …. Ruszamy w dalszą drogę.

Michał Krajnik i Spółka



Komentarze

Zostaw swój komentarz

22 czerwiec 2012 19:57

 

Myślę, że proces przenikania kultur w tamtych rejonach, choć trudny powoli postępował wzbogacając naszą kulturę, wiedzę i integrując tradycje i obyczaje. W wielu przypadkach nie wszystko można było pogodzić( religia), ale jeżeli procesy te postępowały z wzajemnym poszanowaniem praw, tolerancji i zrozumienia potrzeb pomimo odrębności grupy te a później społeczności mogły bez większych konfliktów współżyć. Ale tu na tym terenie oprócz kultur różnych grup splatały się różne wyznania, choć pochodzące z tego samego pnia. Głównie grekokatolicy, rzymokatolicy, prawosławni, wyznania judaistycznego i inni. I przy wzajemnej tolerancji to przenikanie też religijne następowało. Jednak wojna ( judaizm) i to, co zrobił ZSRR w końcu wojny i okres roku 1947 z akcją „Wisła” i lata do 1956 roku to było przemyślane, systematyczne i bezwzględne niszczenie mieszkańców pogranicza polsko – ukraińskiego z zacieraniem śladów ich obecności na tamtych ziemiach – to było barbarzyństwo. Będąc tam i rozmawiając, wierzę, że oprócz przyrody i uroku Bieszczadów są tam ludzie, którzy zaczynają przypominać i powracać do dawnych tradycji.

Pozdrawiam Violetto

Zbyszek Mat

22 czerwiec 2012 09:12

Mnie fascynuje przenikanie kultur. To jest niesamowite jak różne są zwyczaje...

19 czerwiec 2012 21:41

[cytuj autor='Świątkowski Roman'] Przyłączam się do wcześniejszych wpisów Krajtroterów - super. Pozdrawiam. [/cytuj]

 

Zbyszku, ja również chetnie przeczytałam -jako i inne Twoje wycieczki. Ile cikawych rzeczy można się dowiedzieć; zgodnie z maksymą, że całe życie sie człowiek uczy🙂 pozdrawiam🙂

19 czerwiec 2012 20:21

 

To miłe, że poruszony temat mojej wyprawy wzbudził zainteresowanie. Dziękuję. Ale we wszystkich naszych krajtroterskich wyprawach bywając nieraz w tych samych miejscach każdy z nas też znajduje nowe ciekawe „obiekty” warte obejrzenia.  Z przyjemnością czytam wiele relacji z wycieczek kończąc często stwierdzeniem – ‘ przecież tam byłem a nie widziałem”.  Relacja dwóch młodych dam „ Częstochowa – trochę inna wycieczka” przypomina mi, że trzeba rozejrzeć się dookoła. Na pewno warto a opisy pobytów na Jurze zachęcają do zmierzenia się kiedyś z tym tematem. I bardzo dobrze Romku, że prowokujesz to młode pokolenie do zwiedzania, poznawania świata który nas otacza. Czy relacje Ani, propagatorki rodzinnych wycieczek, ciągle pokazującej nam nowe miejsca i nowy sposób na spędzenie wolnego czasu, lub w relacjach Mariana, w których jeszcze raz mogłem powrócić do twierdzy DonJon, porównać na podstawie naszych zdjęć stan odbudowy Malborka czy Wieliczka, która zawsze „kusi” nas wszystkich do odwiedzenia w czasie pobytu w tamtych stronach?  A opisy Mokunki, bardzo ładne Adasia Prończuka czy Stasia Lebiedzika, którego relacje z górskich wypraw już niedługo znowu będziemy czytać i innych, innych …. I to jest super, i to jest ciekawe, że na tym portalu udaje się Ani utrzymać tą przyjazną, spokojną atmosferę a Polskie Szlaki przemierzajmy z uśmiechem na twarzy, ( chociaż nieraz są i chwile trudne) zapominając, choć na krótko o problemach dnia codziennego.

I na koniec. Toju Twoje relacje opisowe i przekazane zdjęciami też są bardzo ciekawe. Na Kaszubach i Pomorzu byłem z wnukiem na czterech dłuższych wyprawach a jeszcze tyle ciekawych miejsc pozostało do zobaczenia. A z historią często jest tak jak ze starym swetrem. Ciągniemy za nitkę, nawijamy na kłębek a ona się nie kończy. Tak jest i z tą złotą kopułą, od której ta wyprawa się zaczęła. Doprowadziła aż do Komańczy a tam już zaczyna się Łemkowszczyzna i nowe zamierzenia. W rozmowach z przesiedlonymi do Szczecina w ramach „ akcji Wisła opowiadano mi o przemyconych i przywiezionych starych ikonach i części ikonostasu prawdopodobnie z cerkwi w Zdyni lub okolic. Gdzie one są?. To tak jak „ poszukiwanie zaginionej Arki”. I teraz, kiedy tego czasu powinienem mieć więcej to ciągle jakieś nowe historie powodują, że jest go coraz mniej.

Pozdrawiam Wszystkich

Zbyszek Mat

p.s., Dlaczego piszę może za dużo? Proste. Przecież Ci, co piszą mają płacone wierszówki. A zapłatą dla mnie jest uśmiech na twarzy czytającego a ja wiem, że chociaż na chwilę oderwał się od codziennych problemów i przeniósł się w inny „świat”. Lubię jak się uśmiechamy. I jeszcze jedno. Bo tak jak Ania pisała – nie bardzo jest gdzie pogadać. Interesuję się ciekawymi miejscami, historią, lubię spotkania z ciekawymi ludźmi i opisując nie propaguję żadne ideologii, religii i staram się szanować wszystkie poglądy. Dobrze się czuję w miejscach kultu wszystkich wyznań, dobrze się czułem, gdy byłem w meczecie( tylko ten niepokój – jak wyjdę to czy będą tam jeszcze moje buty) lub w synagogach na Krakowskim Kazimierzu czy poszukując macew w Baligrodzie. Interesuje mnie tylko historia, człowiek i jego dokonania a przedstawiane moje opinie są tylko moimi prywatnymi opiniami z i którymi można się zgadzać lub nie. Przemierzajmy Polskie Szlaki z uśmiechem.

ZM

19 czerwiec 2012 10:36

Przyłączam się do wcześniejszych wpisów Krajtroterów - super.

Pozdrawiam.

18 czerwiec 2012 22:48

Super wyprawa! Podobnie jak Ania i Marian czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. A cerkiew w Szczecinie śliczna!

Pozdrawiam

18 czerwiec 2012 21:47

Ciekawa historia. Czekamy na dalszy ciąg.Pozdrawiam.

Ostatnio edytowany: 2012-06-18 23:14

18 czerwiec 2012 19:13

Super wyprawa i przeżycia, czekamy dalej 🙂

Wycieczka na mapie

Zwiedzone atrakcje

Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 2005 roku przez aktywną rodzinkę złożoną dziś z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami i informacjami praktycznymi. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy ponad 40 000 polubień, a na Instagramie 3 200 Obserwujących.
Copyright 2005-2021