Smocza Jama - Wąwóz Kraków - Tatry

Komentarze 17
2011-07-19

Sama Dolina Kościeliska jest drugą pod aspektem wielkości doliną w Naszych Tatrach. Rozpościera się na długość 9 km jak również posiada przestrzenie 35km2. A która dolina jest w takim razie najdłuższa? Oczywiście Dolina Chochołowska. Dolina Kościeliska jest opiniowana za jedną z najpiękniejszych dolin tatrzańskich, jako obserwatorzy możemy stwierdzić, że dobitnie najpopularniejszą! Oczywiście przejście doliny nie sprawia problemów, więc na trasie jesteśmy w stanie poznać różnego rodzaju obce obiekty turystyczne. Niektóre dobitnie nadające się do odosobnienia od społeczeństwa. Dnem doliny biegnie Kościeliski Potok.



My kierujemy się w prawo, zielonym tropem na Ornak. Po chwili, w tak zwanych Starych Kościeliskach, oglądamy kapliczkę zbójnicką zbudowaną nota bene przez górników wydobywających rudy żelaza. Kierując się cały czas tropem zielonym dochodzimy do Lodowego Źródła - wywierzyska. Źródło to ma sprawność 500-800 l/s i odwadnia Dolinę Miętusią oraz górną strefę Doliny Małej Łąki a także przeważającą cząstkę masywu Czerwonych Wierchów. Z lewej strony znajduje się jednokierunkowy, czarny szlak do Jaskini Mroźnej. Jednakże naszym pierwszym obiektem wędrówki jest Wąwóz Kraków.

Dochodzimy do Polany Pisanej. Tuż przed Bramą Raptowicką, w górnej cząstce Polany Pisanej, znajduje się poprzeczna odnoga kierująca do Wąwozu Kraków ( żółty szlak, czas przebycia około 55 minut). Jest to wycięty w wapiennych skałach bardzo mały wąwóz, o dnie zarzuconym kamieniami i gałęziami opadającymi z drzew znajdujących się ponad wąwozem lub sprowadzonymi przez wodę. Ta cząstka wąwozu jest resztą korytarza byłej jaskini. Dno wąwozu jest na ogół suche, ponieważ Wąwóz Kraków odwadniany jest przez wywierzysko pod Skałą Pisaną, woda przepływa nim tylko po hojnych opadach.



Wąwóz na prawdę jest nieco ciasny, jednak nie trzeba się przez niego przeciskać 😉. W tak gorący dzień miejsce to podaruje dużo cienia i ochłody. Tutaj też nasilenie ruchu rozmaitych, niesamowitych podróżników znacznie spadło. Wąwóz Kraków powstał w procesie krasowienia skał węglanowych (wapienie, dolomity), czyli w ten sam sposób co dominująca większość jaskiń tatrzańskich. Nazwa wąwozu wiąże się z pokrewieństwem wąskich ścieżek krakowskiego Starego Miasta. Stąd również nazwy obejmujących wąwóz turni (Ratusz, Baszta, Kościół) i jaskini (Smocza Jama).

Otóż nasz piękny Jar Kraków udostępniony jest do zwiedzana właśnie do tego punktu, czyli momentu gdzie wąwóz się rozszerza, a po lewej stronie mieści się żelazna drabina do Smoczej Jamy. Tutaj dla niektórych szlak się kończy, gdyż prostopadła drabina, może u niektórych ożywiać poważne niepokoje. Niestety nie zrobiłem fotki w tym miejscu. My oczywiście pokonujemy lęk i wdrapujemy się do góry. Pokonujemy jeszcze parę łańcuchów i posiadamy przed sobą wejście do Smoczej Jamy.



Wygląda imponująco, bowiem ciemność panuje dołączając obfity dreszczyk emocji. Smocza Jama jest w zasadzie krótkim i urwistym korytarzem przeszywającym skałę na wylot. My zaopatrzeni w czołówki z ostatniej nocnej wyprawy nie musimy naśladować nietoperzy i wolno zagłębiamy się w ciemność. Za wlotem jaskinia wznosi się stromo, aż do wlotu górnego w niektórych miejscach trochę się poszerzając. Przez całkowitą długość prowadzą łańcuchy upraszczające przechodzenie. Długość tego korytarza wynosi około 40 metrów i ma układ litery "S". Smoczą Jamę można obejść bokiem, trasą z łańcuchami. Po osiągnięciu jaskini podążamy żółtym szlakiem do Polany Pisanej, sporządzając "wsteczną pętelkę" w naszej wycieczce (popatrz na mapie).

My zmierzamy dalej szlakiem zielonym do schroniska na Ornaku. Tutaj pielgrzymka trwa dalej i nasilenie ruchu jest ogromne. Rodzicie z wózkami, panie i panowie w sandałkach, wszystko to zmierza do schroniska na Ornaku. Niczym wyścig szczurów. My również, mimo woli bierzemy udział w tym wyścigu. A jest o co wojować, gdyż kolejki do bufetu będą masowe 😉. Żądni orzeźwienia ryzykujemy wkroczyć do schroniska. W tym momencie naszym zbawieniem okazał się dystrybutor napojów, do jakiego nie było wtedy kolejki. W takim żarze schłodzona Pepsi była czymś niebiańskim...

Leżymy sobie w cieniu i spożywamy nasze kanapki, może nad Smreczyńskim Stawem unikniemy od tłumu ludzi.

Żeby dotrzeć do Smreczńskiego Stawu, musimy się cofnąć do rozgałęzienia szlaków przed budynkiem schroniska na Ornaku. Tutaj wybierzemy szlak czarny do Smreczyńskiego Stawu. Czas przejścia to około 35 minut, chociaż na drogowskazie napisane jest, że 45 minut. I dosłownie ucieczka przed plebsem nam się udała. Na trasie momentami nie widać nikogo. Przewodzi on lasem i podaruje także niezłą ochronę przed słońcem. Dochodzimy do Smreczyńskiego Stawu, miejsce to jest oazą spokoju, jest bezszelestnie i spokojnie, na tafli stawu pływają kaczki poszukując pożywienia. Staw był i jest natchnieniem dla wielu artystów.

Komentarze

Zostaw swój komentarz

toja1358
04 październik 2011 22:46

Smreczyński Staw dużo stracił na swoim uroku przez zbudowanie  drewnianej kładki. Nie wiem jak Wam, ale mi stanowczo bardziej podobał się "na dziko".

A jesli chodzi o pionową drabinkę do Smoczej Jamy, to przyznam, że mnie nieco przeraziła, ale  oczywiście weszłam 🙂)

Magdalena
05 sierpień 2011 22:47

no tak ... nie pomyślałam nawet, ze kogoś by to mogło zainspirować ... :]

Anna Piernikarczyk
05 sierpień 2011 20:35

Magda, nie dawaj nawet takich pomysłów, bo gotowi to zrobić, a to już mogłoby być niebezpieczne dla turystów

Paweł Gąsiorek
05 sierpień 2011 16:33

Racja z tymi "turystami"!!! Gdy schodziłem z Kasprowego Wierchu ,mijaliśmy "turystyczną mamusię" z dzieckiem na rękach, a przesilny tatuś zamiast plecaka ,na plecach taszczył wózek "małego turysty"!

Magdalena
20 lipiec 2011 12:32

i o tym rozgraniczeniu na tych z cudzysłowem i bez trzeba pamiętać ! 😉

mi też już się nie raz krew mroziła w żyłach na niektóre widoki. a nerwy mnie biorą za każdym razem jak jestem gdzieś w terenie i patrzę na pobojowisko poogniskowe czy temu podobne :[ najgorsze, że w niektórych miejscach już nawet stwarzają udogodnienia w formie ławeczek, koszy na śmieci, itp, a niektórzy i tak nic sobie z tego nie robią: śmiecą i niejednokrotnie niszczą te udogodnienia włącznie z tablicami informacyjnymi :[ dobrze, że jeszcze nie wpadli na pomysł przemalowywania szlaków tak dla kaprysu :]

Adam Prończuk
20 lipiec 2011 11:17

Aniu, Marcinie. Macie rację! Są turyści i "turyści".

 

 

 

Marcin Walczak
20 lipiec 2011 08:48

Adamie, oczywiście, nie chcę wszystkich wkłądać do jednego worka (sam, zresztą napisałem, że sami uczestniczyliśmy w tym wyścigu szczurów). Jeżeli ktoś czuje sie urażony to przepraszam. Ale to co mielismy okazję zobaczyć na szlaku odbiegało od panujących norm. Zorganizowana grupa, pod opieką przewodnika, część ludzi słucha co ma do powiedzenia, część obala kolejne piwo i robi sobie pośmiewisko z tego co on mówi. Możecie się domyśleć co zrobili z pustymi puszkami... Nie odzwyałem się... Po prostu się w człowieku gotuje...

Anna Piernikarczyk
20 lipiec 2011 08:16

No my teraz weszliśmy sobie tak na szybko na Święty Krzyż, pomijając kobiety na obcasach na tym kamienistym podejściu, to ludzie wchodzili dosłownie z noworodkami na rękach, bez żadnego zabezpieczenia typu nosidełko czy specjalny plecak. Z 1 strony to fajne że turystyka stała się tak bardzo popularna, cieszy to, z drugiej, trochę szokują pewne widoki 🙂

Adam Prończuk
19 lipiec 2011 23:26

Ciekawa relacja i praktyczne opisy. Jednak z  szacunku dla ludzi aktywnych, rodzin z dziećmi i nawet tych w sandałkach poszukałbym innych określeń  dla  "plebs" i  "wyścig szczurów". Pozdrawiam. Adam

Marcin Walczak
19 lipiec 2011 22:37

Będą na pewno 🙂

Magdalena
19 lipiec 2011 22:32

🙂) oczekuję na interesującą relację w takim razie 😉 i może jakieś zdjęcia ... 

Marcin Walczak
19 lipiec 2011 22:14

Ja w tym roku się decyduję, trochę do tego dojrzewałem.....

Magdalena
19 lipiec 2011 22:12

Orla Perć ... hmmm ... fajna rzecz 🙂) ale to już jest teren nie dla mnie niestety ... 

Marcin Walczak
19 lipiec 2011 22:01

Ja może w sierpniu wybiorę się na Orlą Perć, a tak to na pewno wracam we wrześniu 🙂

Magdalena
19 lipiec 2011 21:52

liczę na to, że się uda. niestety tam mam już trochę dalej niż na Jurę ...

No tak, w ogóle w Tatry najlepiej się wybierać poza sezonem ... 

Marcin Walczak
19 lipiec 2011 21:23

To trzeba się wybrać, ale lepiej po sezonie 🙂

Magdalena
19 lipiec 2011 20:47

i to jest właśnie to, gdzie nie byłam, a chciałabym być ... takich jaskiń jak w Kościeliskiej, na Jurze jednak brak ... 

Wycieczka na mapie

Zwiedzone atrakcje

Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 2005 roku przez aktywną rodzinkę złożoną dziś z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami i informacjami praktycznymi. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy ponad 40 000 polubień, a na Instagramie 3 200 Obserwujących.
Copyright 2005-2021