10. 2008 Kotlina Jeleniogórska

Komentarze 3
2008-10-15

Tym razem kilka jesiennych dni postanowiłem spędzić na szlakach Kotliny Jeleniogórskiej. Niewiele tych dni było, musiałem więc zagospodarować je najpełniej. Stąd też ileś tras pokonanych piechotą i ileś dojazdów do kolejnych interesujących mnie miejsc. Zaczęło się banalnie - Warszawa Dworzec Zachodni, godz. 22.00 wyjazd autobusem PKS do Jeleniej Góry, a potem :



15.10 - przejazd do Gryfowa Śląskiego, gdzie zaczął się mój pieszy rajd. Na wstępie wędrówka po mieście, które mnie zresztą zauroczyło, trochę zdjęć ciekawszych (wg mnie) fragmentów architektury, a potem już w trasę. Przyznam, że kilka napotkanych miejsc mnie zaskoczyło. Pierwszym, przy wyjściu z centrum Gryfowa - piękny kamienny most przez Kwisę. Następnymi były słupy oświetleniowe przy drodze nieopodal szpitala, które jako żywo przypominały te, które jeszcze w kilku miejscach pozostały przy torach linii kolejowej Jelenia Góra - Szklarska Poręba (przed wojną linia była zelektryfikowana). Za szpitalem park i stawy. Nie zrobiły dobrego wrażenia, raczej smutek opuszczenia i ruiny - do kogo, lub do czego obecnie należą - chyba do nikogo. Dalej mało miły dla oka pomnik, na którym wyraźnie jest widoczny Żelazny Krzyż z gałązkami dębu i lauru, nad nim wieniec z dębowych liści. Podczas swoich wędrówek takich "pomników" spotkałem więcej, ale o tym w kolejnych relacjach. Pierwsze zabudowania Proszówki zwiastowały nowe doznania. I tak faktycznie było. Budynki, z których większość pamiętała XIX wiek, robiły wrażenie. Warto było zatrzymać się, popatrzeć na ich konstrukcję, zastanowić nad przeznaczeniem poszczególnych fragmentów i zajrzeć za drzwi wejściowe. Na jednym ze zdjęć zanotowałem konstrukcję sieni domu pod n-rem 11 - podobne można zobaczyć w budowanych w XVI, XVII wieku. Przysiadłem na chwilę na ławeczce pod sklepikiem, i okazało się, że było warto. Siedzący obok pan spytał mnie, skad idę, dokąd, a potem, czy chcę zwiedzić Zamek Gryf. Okazało się, że opiekuje się zamkiem i zna jego historię. Propozycja była nie do odrzucenia, i tak "w jednoosobowej grupie turystycznej" zwiedziłem niespiesznie Zamek, słuchając interesującej relacji sympatycznego przewodnika. Trochę zdjęć, widoki okolic z górnego zamku i dalej w drogę (Zamku nie opisuję - dość szczegółów dostarczają strony internetowe). Dotarcie do Kamienia nie budziło już takich emocji, ot, większość szosą, nic specjalnie ciekawego (jak dla piechura). Schronisko PTSM "Halny" - bardzo fajne, czyste, sympatyczne, zadbane, warte polecenia.

16.10 - cel - Szklarska Poręba. Na wstępie wyjście na wzgórze nad kopalnią łupków w Krobicy, skąd przy dobrej pogodzie widać Lubań (około 20 km w linii prostej), Mirsk i Kotlinę Mirską (zaliczaną do Górnych Łużyc). Ze wgórza zejście do Świeradowa w pogarszającej się pogodzie. Niestety, okazało się, że o tej porze roku dojazd PKS-em do Szklarskiej Poręby przebiega wyłącznie przez Jelenią Górę. W efekcie do schroniska PTSM "Wojtek" w Szklarskiej Porębie Średniej dotarłem już po zachodzie słońca. Gdyby nie wspaniały widok ze wzgórza nad kopalnią, dzień byłby zupełnie nieudany.



17.10 - Ze schroniska w dół, przy okazji podziwiając stare, XVII - wieczne i starsze płyty nagrobne, niektóre z nich umocowane na ścianie kościoła, do mostku pod Szarymi Skałami i dalej ścieżką Prellera (wyznaczoną w XVIII w) nad Kamienną, do Wodospadu Szklarki. Miejsce urokliwe, drugi co do wysokości (13,3 m) wodospad w Karkonoszach po Wodospadzie Kamieńczyka. Nad Wodospadem schronisko PTTK "Kochanówka", w obecnym kształcie od 1897 roku (z niewielkimi zmianami). Warte podkreślenia - prowadzący od szosy (i parkingu) szlak dostosowany jest dla osób niepełnosprawnych. Kilka zdjęć, pamiątkowa pieczątka i przemarsz starym szlakiem nad Kamienną do Szklarskiej Poręby Górnej.Tereny te po II wojnie światowej zostały zwrócone Polsce. Skutkowało to zmianami dotychczasowych niemieckich nazw. W efekcie rzeka otrzymała dzisiejszą nazwę przetłumaczoną z niemieckiego "Steinfloss", chociaż pierwotna, polska i jakże piękna, brzmiała "Pleśnia" - od pląsania po kamiennym dnie. Po drodze kilka wspaniałych grup skalnych. Jedna z nich, Okap, przydaje się w razie deszczu, gdzie może sie schronić nawet kilka osób. Kiedy byłem tu pierwszy raz (chyba w 1968, albo 69 r), stała tam mała ławeczka. Dalej Czerwona Jama, a naprzeciw niej, nad Kamienną pole namiotowe, gdzie jeszcze w latach 80-tych odbywały się festiwale? piosenki turystycznej. Kolejne wspaniałe skały: Piekielnik, Dziobata i Głazisko, za którym jesteśmy już w Szklarskiej. Po dojściu do ulicy 1-go Maja (głównej ulicy miasta) mamy do wyboru dwie drogi; jedna (prawie) na wprost przez skrzyżowanie, ulicą Turystyczną, prowadzi do dolnej stacji wyciągu na Szrenicę (czarnym szlakiem), druga (zielonym) do centrum. W mieście, idąc szlakiem wspomnień sprzed lat, odwiedziłem pamiętane miejsca. Okazało się, że mimo upływu czasu rozpoznaję je z łatwością, jakby się wogóle nie zmieniły. Po spacerze ulicami Szklarskiej trzeba było wracać. Wybrałem niebieski szlak przez Górę Parkową z Parkiem Zdrojowym, na której znajome ławeczki i Esplanada. Nowym dla mnie była figura Karkonosza - niektórzy nazywają go też Liczyrzepa (znowu kłania się poprzednia, nimiecka nazwa - Ruebezahl. Jakoś nie pasuje mi ona - wolę mówić o nim KARKONOSZ. Uważam, że Liczyrzepa jest paskudnym imieniem dla Ducha KARKONOSZY (przecież nie Rzeponoszy).Na krawędzi miasta kościół św. Ducha (z galerią obrazów W. Hofmana), a krótko po tym Sowiniec z piękną grupą Sowich Skał. Tu można chwilę odpocząć na naturalnej skalnej ławce. Dalsza droga, obok domu Wlastimila Hofmana (w nim muzeum jego imienia). Po przejściu około 200 metrów w ścieżce skalna płaska płyta tuż przed spadkiem drogi. To Grób Karkonosza - płyta ta jako żywo przypomina nagrobną. NIestety, w niektórych porach roku jest prawie niezauważalna, zasypana opadlymi liśćmi. Spadek szlaku doprowadza do największej jego atrakcji - skały Chybotek (są tylko takie dwa w Polsce - drugi w Przesiece). Skała o masie wielu ton jest tak wyważona, że przy pewnym wysiłku można ją wprowadzić w ruch (sprawdzone osobiście). Legendy mówią, że zamyka ona wejście do jaskini pełnej skarbów (tego nie sprawdziłem). Dalej szlak łagodnie sprowadza do zabudowań Szklarskiej Dolnej. Napotykam tu kościół Matki Boskiej Różańcowej z początku XVIII w i stary cmentarz z grobem innego wielkiego obywatela tych ziem - Carla Hauptmanna. Powrót do schroniska kończy ten dzień pełen wrażeń i wspomnień. Było warto. (Uff - rozpisałem się, ale to tylko z powodu natloku fantastycznych wrażeń).

18.10 - rano autobusem do Sobieszowa i na Chojnik. Zamek jak zawsze robi duże wrażenie (+ wspomnienia). Niestety tym razem miałem pecha - schronisko w remoncie, a miałem zamiar zostać tu na jeden dzień. Zatem kilka zdjęć, plecak na właściwe miejsce i naprzód. Przez Żelazny Mostek (chociaż jest drewniany) do przełęczy Ludomira Różyckiego. Na niej dom Kompozytora "Pan Twardowski". Droga zawiodła mnie do Przesieki, na Złoty Widok, skąd rzeczywiście wspaniały widok na niemal całą Kotlinę Jeleniogórską. Jeszcze Kamień Waloński, przesiecki Chybotek, potem autobusem do Karpacza, gdzie w schronisku PTSM "Liczyrzepa" (a fe) skończył sie dzień.



19.10 - Karpacz. Na początek spacer po mieście, Muzeum Zabawek, drobne zakupy i clou dnia - Świątynia Wang. NIespieszny spacer wokół świątyni, Wskrzeszenie Łazarza, medalion hrabiny von Reden (dzięki niej mamy Wang, jedni mówią, że była święta, inni, że była kochanką króla Fryderyka Wilhelma IV, który kupił i przeniósł swiątynię z Norwegii), cmentarz na tyłach świątyni, wrzucona złotówka do sadzawki w intencji kolejnych odwiedzin. Powrót do schroniska, przygotowanie do następnego dnia.

20.10 - przez Wilczą Porębę, Krzaczynę do Kowar. Na początek do miasta, niezbędne zakupy i w drogę. Obok Muzeum Sportu i Turystyki zlokalizowanym w pięknej przysłupowej chacie (jakich się już nie buduje, a szkoda) do ulicy Obrońców. Tam już zielony szlak i droga do Kowar. Jeszcze dość długi odcinek ulicą przez Skalne Osiedle, potem kawałek lasem i wyjście na otwarty teren (miejscami ładny widok na Wzgórza Karpnickie i Rudawy Janowickie) i po około 30 minutach Krzaczyna. Tu szlak skręca ostro w lewo i po kilku minutach zaczyna się coraz piękniejszy, pachnący jesienią, żywicą, jodłowy las. Przy szlaku, nad niewielkim potokiem wiata zachęcająca do odpoczynku. Skorzystałem z zaproszenia, przysiadłem, zrobiłem sobie kubek kawy (tu przydał się niestrudzony benzynowy Juvel) z wody z potoku. Po odpoczynku po kilku minutach marszu leśniczówka Jedlinki, za nią przy drodze kamień. Czas zatarł wykonane na min kiedyś napisy, pozostał tylko wyraźny rysunek harcerskiej lilijki. Stąd ciągle lasem do żółtego szlaku, a z nim do centrum Kowar. W Kowarach spacer uroczymi uliczkami i zwiedzanie Parku Miniatur Zabytków Dolnego Śląska. Pobyt w Parku zacząłem od przywitania się z wizytówką Parku - jamnikiem, którego zarys jest widoczny na pieczątce. Dałem mu łapę i mogłemjuż przystąpić do zwiedzania. Warto odwiedzić to miejsce (na tyłach Fabryki Dywanów) - miniatury zrobione są świetnie z zachowaniem kolorów, dużą dbałością o szczegóły. To był ostatni punkt na trasie wędrówki. Czas było wracać - PKS, dom, zdjęcia, wspomnienia - zawsze to mówię - wspomnienia, to jest to, czego sam diabeł nie odbierze, coś, dla czego warto, bardzo warto wędrować. KONIEC

Komentarze

Zostaw swój komentarz

mokunka
04 wrzesień 2011 21:18

Rowniez uwazam, ze wedrówka ciekawa i wymagająca kondycji.pozdrawiam🙂

Sylwester Jędrzejczak
27 sierpień 2011 20:14

Dziękuję za uznanie. Prosże jednak wziąć pod uwagę, że długość mojej pieszej trasy nie do końca jest zgodna z przebiegiem wyznaczonym na mapie samochodowej. Niemniej dziękuję, proponuję również dać się przekonać do pieszych wędrówek. Uważam, że nie ma lepszego sposobu poznania Kraju, jego dźwięków, np. szumu lasu, plusku strumieni i zapachu i głosów lasu.

Pozdrawiam

S

Ostatnio edytowany: 2011-08-27 20:15

mirosław
27 sierpień 2011 12:46

ładnie opisałeś wędrówke.jestem pełen podziwu ile zdołałeś przejść km.

Wycieczka na mapie

Zwiedzone atrakcje

Gryfów Śląski

Gryfów Śląski

Proszówka

Proszówka

Kamień

Kamień

Sobieszów

Sobieszów

Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 2005 roku przez aktywną rodzinkę złożoną dziś z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami i informacjami praktycznymi. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy ponad 40 000 polubień, a na Instagramie 3 200 Obserwujących.
Copyright 2005-2021