Góry Stołowe

Komentarze 1
2010-11-12

25.04. 2010



Obejść chociaż część wierzchowiny Gór Stołowych - z takim postanowieniem wyjechałem wczesnym rankiem na południe.

Pojechałem, przeszedłem, powróciłem - oto opis według wzoru Rzymianina.



Mówi się o skalnych grzybach ukrytych w lasach tych gór, i owszem, są tam, a jeden z nich to największy z widzianych i najprawdziwszy prawdziwek, ale jest tam też cała kolekcja maczug (dobrze, że tych lasów nie odkrył Herakles w czasie swoich wędrówek), jest zbiór nieznany kształtów nienazwanych, a nawet jest łódź podwodna. Nie wiem, czy atomowa, ale niewątpliwie łódź - z obłym dziobem i rosłym kioskiem. Skąd się tam wzięła - nie wiem.

Kiedyś, w niewyobrażalnie dawnych czasach, gdy tutaj było morze, powolne a rozliczne procesy denudacyjne (uczonych nazw geologom nie brakuje, mają ich tyle, że pewnie żaden z nich nie pamięta wszystkich; te dwa zapamiętałem, bo podobają mi się - są... rytmiczne?) zabierały z okolicznych lądów resztki skał, roślin, zwierząt, a niejako odwrotne procesy sedymentacyjne osadzały je na dnie morza w tempie milimetrów na wieki; pewnie i jakiś islandzki wulkan dorzucił garść pyłu... nie, zapędziłem się, Islandii wtedy jeszcze nie było, więc może te wulkany, po których zostały teraz majestatyczne ostańce w Monument Valley w Utah, dołożyły się do którejś z tak wyraźnych warstw tworzących bajeczne kształty w górach, które wtedy, gdy o ludziach świat jeszcze nie myślał, były świeżymi osadami na dnie ciepłego morza. Teraz, po upływie milionów lat, tamte osady stały się skałami tworzącymi nogi i kapelusze skalnych grzybów w Górach Stołowych, i są jedyną pozostałością zmian klimatycznych albo kataklizmów, zapewne tragicznych dla losów żyjących wtedy zwierząt, jedynym śladem dziesiątek i setek zmian ciągnących się wiekami wieków. Tyle zostało po tamtych czasach - ile zostanie po naszym czasie, po nas? Czy po naszych wielkich i dumnych miastach zostaną tylko warstwy skał o odmiennej twardości w nieznanych górach przyszłości? Dotykam dłonią skały, czuję gładkość lub chropowatość jej powierzchni, zwykła skała, tyle że dziwnych kształtów, a przecież dotykam historii Ziemi. Nasze przedmioty mają trwanie liczone w dniach lub krótkich latach, a tutaj dotykam milionów lat. Zadziwiający jest obieg materii w przyrodzie, niesamowita skala przeobrażeń dziejących się tak bardzo powoli, że aby je dostrzec, konieczne jest baczne patrzenie i pewna wiedza. Skała, na której wyrastają, żyją i obumierają kolejne pokolenia drzew, wydaje się niewzruszona, wieczna w swoim omszałym trwaniu idącym przez tysiąclecia, a przecież i ona nie jest pierwotną materią, skałą pamiętającą narodziny Ziemi, bo utworzyły ją miliony lat mozolnie niszczących nieznane lądy - owe zaginione kontynenty nie znające ludzi - by ponownie tworzyć nowe ziemie i nowe skały. Mech rosnący na tej skale, deszcz na nią padający, upał i mróz, korzeń drzewa wciskający się w szczelinę, a ostatnio i but człowieka, mozolnie rozpuszczają lub odrywają maleńkie jej cząsteczki, a wiatr, grawitacja, woda, przenoszą je i wespół z czasem przekształcając dalej – w wiecznym krążeniu materii.



Wszystko płynie, jak to powiedział pewien filozof z Efezu.

Góry Stołowe
Góry Stołowe

Na ścieżce idącej wzdłuż stromego zbocza, poniżej podstaw skalnych bastionów piętrzących się nade mną, wstrzymuję oddech. Tuż przy mnie słyszę ciężkie buczenie pękatego bąka (pyszne połączenie dźwięków!: pękaty bąk), odgłos nierozerwalnie związany w moich skojarzeniach z ciepłem leniwego, słonecznego dnia; dalej, nieco w bok, skrzypi drzewo, a wysoko, ponad szczytami skał, słyszę miarowe, powolne odgłosy bicia powietrza skrzydłami dużego ptaka. Cisza. Cisza i słoneczne plamy na szarych skałach.

Odłożyłem laptocika na stolik po lewej. Z prawej strony fotela, na brzegu kanapy, zawsze leżą jakieś drobiazgi mające dziwny zwyczaj mnożenia się tam, co zmusza mnie do okresowego robienia porządku z nimi. Pod cienką książeczką Arystotelesa leżała moja srebrna dolarówka, długopis i kilka małych karteluszek z klejącymi się brzegami, zapisanych moim mało czytelnym pismem. Gdy tydzień temu wybierałem się na pierwszą wyprawę, zapomniałem wziąć coś do pisania; zapomniałem, bo przez wiele ostatnich lat rolę notatnika pełnił mój palm wiecznie wiszący przy pasku spodni, a teraz dożył swoich dni, staruszek; leży na półce, głuchy i ciemny, leży i będzie tam leżeć, bo pamiętając o tych wszystkich latach wiernej jego służby, nie mam sumienia wyrzucić go. Gdy tamtej niedzieli usiadłem na ławie w schronisku, uświadomiłem sobie jego brak, więc poprosiłem gospodarza o kartkę papieru i długopis, by zrobić notatki. Kartki nie dostałem, tylko te miniaturowe, bladoróżowe karteluszki, które pokryłem swoimi bazgrołami.

Teraz zebrałem je, rozrzucone na kanapie, i przeczytałem pierwszą, było w niej o głowie tak podobnej do głów z Wyspy Wielkanocnej, a ja przez chwilę znowu siedziałem tam, na drewnianej ławie w schronisku, przez okno widząc płaski szczyt Szczelińca okolony szarymi skałami.

Tyle miejsc do zobaczenia, tyle wrażeń do przeżycia, a możliwości tak mało!

Komentarze

Zostaw swój komentarz

monika
23 grudzień 2010 07:53
Krzysztofie tak ciekawie opisujesz swoje wyprawy , że chciałoby się tam pójść , czy pojechać.

Zwiedzone atrakcje

upierają się

abym wpisał tutaj trasę z miastami. Nie byłem w żadnym mieście

pojechałem w góry. Tylko w góry.

Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 2005 roku przez aktywną rodzinkę złożoną dziś z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami i informacjami praktycznymi. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy ponad 40 000 polubień, a na Instagramie 3 200 Obserwujących.
Copyright 2005-2021