Szlakiem orlich gniazd cz. 2

Komentarze 12
2020-09-05

Witam ponownie. Dzisiaj chciałbym zabrać Szanownych Państwa do miejsca, które mało kto zna, gdzie praktycznie nie ma ludzi i w ogóle nikt o nim nie słyszał... Ha, ha, ha... Ależ ze mnie żartowniś... Nie wiem, czy jest ktoś, kto nie słyszał o Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Zdecydowanie jedno z najciekawszych miejsc w Polsce. Piękne widoki,



ostańce,

panorama zapierająca dech w piersi,



zamki

i różnego typu ruiny.

Jak do tego dodamy inne atrakcje, których nie brakuje, to widać, że warto tam pojechać i to najlepiej kilkakrotnie.



Chciałbym jednocześnie wyjaśnić, skąd nazwa wycieczki sugerująca, że już jakaś miała miejsce. I faktycznie miała. Przyjdzie taki czas, że opiszę moją wyprawę z 2018 roku, pokażę Państwu zdjęcia z Olkusza, Pustyni Błędowskiej, Rabsztyna, Pieskowej Skały, Ojcowa etc. Ale to jeszcze nie teraz... Zaczynam od Częstochowy, ale od razu planuję, że nie zamierzam się zatrzymywać i nie będę nic zwiedzać. Częstochowa to zbyt piękne, zbyt bogate w zabytki miasto, żeby je tak po prostu „odfajkować”, potraktować „po łebkach”. Okazuje się jednak, że w trzech przypadkach zmieniam zdanie i zsiadam z siodełka. Pierwszy raz zdarza się to od razu przy dworcu PKP – można by nawet powiedzieć, że jeszcze nie zdążyłem na to siodełko wsiąść. Zaciekawia mnie mural.

Przyznacie, że naprawdę ciekawy, prawda? Ostatnio zauważyłem zresztą, że w naszych miastach (i wsiach) pojawia się coraz więcej pięknych, przede wszystkim przemyślanych, murali, które powodują, że chce się je obejrzeć.

Drugi raz zatrzymuje mnie przepiękna panorama z klasztorem jasnogórskich w tle...

Zaciekawia mnie jeszcze eklektyczna (czyli łącząca różne style architektoniczne) kamienica – Dom Frankego. Robię zdjęcia i jadę dalej.

Moim pierwszym przystankiem jest Olsztyn i jego słynne ruiny. Na początku zwracam jednak uwagę na nietypowe rondo, a dokładniej mówiąc jego kształt, bardziej przypominający owal, niż koło, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.

Sam zamek (precyzyjniej mówiąc ruiny) robi na mnie ogromne wrażenie. Podziwiam widoki, wdrapuję się na tyle, na ile jestem w stanie.

Niestety, moje kolano uniemożliwia mi wspinanie się i dlatego muszę w pewnym momencie odpuścić 😢 

Siedzę sobie chwilkę, słucham indiańskiej (?) muzyki dobiegającej z obozowiska w pobliżu i jadę w stronie Biskupic. Po drodze mijam rezerwat Sokole Góry. Jak będziecie w pobliżu i będziecie mieć czas, ponoć warto trochę pochodzić i pozwiedzać. Ja sobie odpuszczam, bo i kolano nie za bardzo mi pozwala, a i czas mnie goni – przede mną jeszcze wiele kilometrów.

Po przejechaniu kilku, no może kilkunastu, ciekawych i – nie będę ukrywał – trudnych kilometrów, po drodze spotykając rzesze rowerzystów, w tym całe peletony mknące to w jedną, to w drugą stronę, dojeżdżam do Żarek. Żarki to niewielki miasteczko na wyżynie krakowsko-częstochowskiej, w którym znajduje się kilka naprawdę ciekawych miejsc, chociażby kościół św. Judy czy ruiny kościoła św. Stanisława. Ja skupiam się jednak na Sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej. Zanim tam jednak dojadę, zatrzymuję się przy kompleksie kamiennych stodół z przełomu XIX i XX wieku.

Niestety, trwał akurat targ i – przepraszam za wyrażenie – syf, jaki tam panował, nie pozwolił mi na zrobienie takich zdjęć, jakie bym chciał. Rozumiem, że warunki panujące podczas targowania nie sprzyjają utrzymaniu porządku, nie jestem również jakimś zaślepionym pedantem, ale to, co zobaczyłem było po prostu straszne. Przejeżdżam obok budynku starego młyna, gdzie znajduje się muzeum dawnych rzemiosł

i w końcu jestem. Przyznam, że świątynia jest naprawdę piękna, zarówno z zewnątrz

jak i wewnątrz.

Bardzo zadbane jest także otoczenie

Poświęcam sporo czasu na odpoczynek, podziwianie widoków, zaglądam jeszcze do cudownego źródełka (tym razem bez konsumpcji)

i wyruszam dalej. Kieruję się w stronę Łutowca, żeby zobaczyć pozostałości znajdującej się tam strażnicy. Jednak najpierw robię sobie małą przerwę i odwiedzam Czarny Kamień, czyli jeden z wielu ostańców na tym terenie. Ten znajduje się niedaleko drogi z Żarek do Niegowy, więc bardzo łatwo do niego dotrzeć, nawet, jeśli tylko przejeżdżamy. Kiedy ja tam docieram, jest już na miejscu grupa młodych ludzi przygotowujących się do wspinaczki.

Łutowiec, skręcam, szukając śladów dawnej strażnicy i ... Przyznam, że sprawia to sporo problemów. Teren jest bardzo zarośnięty, pozostałości starej budowli ledwie dają się odróżnić od otoczenia.... W sumie chyba jednak rozczarowanie.

Ale nic to, tak naprawdę to wszystko, co do tej pory zobaczyłem, to zaledwie przystawka do dwuczęściowego dania głównego: Mirów i Bobolice.

Najpierw Mirów i ruiny zamku.

Mnóstwo ludzi, klimatyczne widoki, piękne ruiny

i choć do samego zamku wejść nie można, spędzam tu dosyć długie chwile, zachwycając się cudownymi widokami (o dziwo, nawet ludzie niespecjalnie mi przeszkadzają).

Bardzo blisko znajdują się Bobolice i odrestaurowany zamek królewski

Nagrywano w nim serial „Korona królów” (grał on krakowski Wawel). Choć sam serial jest totalnie beznadziejny (przepraszam wszystkich fanów), to Bobolice dają radę!

Po intensywnych doznaniach kontynuuję moją podróż, wracając do Żarek tzw. gościńcem mirowskim. Po drodze znajdują się pozostałości linii umocnień z II wojny. Ponieważ jednak, planując swoją wyprawę, musiałem dokonać selekcji atrakcji i zdając sobie sprawę, że trzeba by te bunkry poszukiwać, podejmuję decyzję – przyznaję, że ze smutkiem – o niezatrzymywaniu się. W Żarkach ruszam drogą wojewódzką na Koziegłowy. Tuż przed nimi zbaczam na chwilę z trasy i odwiedzam... Miłość.

Ktoś już wspominał o tej, jakże pięknie nazywającej się, miejscowości. Przyznacie, że to musi być fajne: „Gdzie mieszkasz?”. „W Miłości” 🙂 Teraz to już prosto na Lubliniec. Po drodze znajduje się Koszęcin – warto się tam zatrzymać, ponieważ znajduje się tam siedziba Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk. Ja jednak tego  nie robię. Widok nieba

przekonuję mnie do tego, żeby przyspieszyć. Kiedy wpadam na dworzec kolejowy w Lublińcu, spadają pierwsze krople deszczu...

 

 

Komentarze

Zostaw swój komentarz

16 grudzień 2020 12:06

Ja też dwa razy i na pewno jeszcze tam wrócę. Super sprawa. A ulica św. Walentego pasuje jak ulał 🙂

[cytuj autor='Maciej A'] Dwa razy rowerem jeździłem po Jurze i bardzo fajnie to wspominam.W każdym razie wycieczka bogata w ciekawe atrakcje.Może w Miłości tęsknić do miłości hipotetycznie zwąc się Miłosz Miłoszewski mieszkający na ulicy Miłosnej... niemożliwe, bo w Miłości jest ulica, ale Św. Walentego ( a jakże :-) ).  [/cytuj]

 

16 grudzień 2020 12:05

Nie dziwię się, pięknie położona miejscowość, mnóstwo zabytków. Można pozwiedzać, pospacerować, pojeździć na rowerze. Same plusy

[cytuj autor='Joanna'] No to obudziły się wspomnienia. Nocowaliśmy w Łutowcu przez dwa tygodnie w 2019 roku i są to bardzo miłe wspomnienia. [/cytuj]

 

16 grudzień 2020 12:04

Wiesz Aniu, murale są różne. Na przykład w mojej miejscowości jest fatalny. W Lesznie są całkiem fajne (niedługo udostępnię moją wycieczkę w te rejony Polski), w Białymstoku jest rewelacyjny. Myślę, że można by znaleźć w Polsce więcej

[cytuj autor='Anna Piernikarczyk'] Ojej no i przypomniałeś mi nasze jesienne jurowanie 🙂 Super, znam te zakątki wszystkie, choć murale są dla mnie nowinką i przyznam, długo się im opierałam, a teraz i na mnie zaczynają trochę działać, nawet planujemy mały wypad po murale, ale planów dużo okazji do wyjazdów coraz mniej 🙂 [/cytuj]

 

16 grudzień 2020 12:02

Co prawda, to prawda, majstersztyk. Ja wolę jednak żyć z Miłości, niż umrzeć 🙂

[cytuj autor='tomtur'] Bardzo ciekawie, wielce urozmaicenie. Z muralami, to zupełnie jak z tymi krasnalami we Wrocławiu, lwami Hewelionami w Gdańsku, królikami w Gnieźnie, bachuskami w Zielonej Górze czy figurkami Łodzi Bajkowej. Są po prostu coraz powszechniejsze.Mieszkać w Miłości to jedno. Ale umrzeć w Miłości z Miłości to byłby dopiero majstersztyk 🙂Edytowano: 2020-12-16 08:41:31 [/cytuj]

 

16 grudzień 2020 12:00

Na pewno warto. Z tym, że trzeba zaplanować więcej czasu. No i przygotować się na rzeszę turystów

[cytuj autor='MaciejW'] Super wyprawa. Ja Jury nie znałem, poznałem ja z relacji jednego z Youtubera i mnie bardzo zaciekawiła. Też mam w planach przejechać szlak Orlich Gniazd. Ale najpierw planuje dokończyć Bałtyk 🙂  [/cytuj]

 

16 grudzień 2020 11:33

[cytuj autor='Maciej A'] Dwa razy rowerem jeździłem po Jurze i bardzo fajnie to wspominam.W każdym razie wycieczka bogata w ciekawe atrakcje.Może w Miłości tęsknić do miłości hipotetycznie zwąc się Miłosz Miłoszewski mieszkający na ulicy Miłosnej... niemożliwe, bo w Miłości jest ulica, ale Św. Walentego ( a jakże :-) ).  [/cytuj]

I my przez Miłość przejeżdżaliśmy i snułam takie różne wizje 😉

16 grudzień 2020 10:16

Dwa razy rowerem jeździłem po Jurze i bardzo fajnie to wspominam.

W każdym razie wycieczka bogata w ciekawe atrakcje.

Może w Miłości tęsknić do miłości hipotetycznie zwąc się Miłosz Miłoszewski mieszkający na ulicy Miłosnej... niemożliwe, bo w Miłości jest ulica, ale Św. Walentego ( a jakże :-) ). 

16 grudzień 2020 10:10

No to obudziły się wspomnienia. Nocowaliśmy w Łutowcu przez dwa tygodnie w 2019 roku i są to bardzo miłe wspomnienia.

16 grudzień 2020 09:28

Ojej no i przypomniałeś mi nasze jesienne jurowanie 🙂 Super, znam te zakątki wszystkie, choć murale są dla mnie nowinką i przyznam, długo się im opierałam, a teraz i na mnie zaczynają trochę działać, nawet planujemy mały wypad po murale, ale planów dużo okazji do wyjazdów coraz mniej 🙂

16 grudzień 2020 08:40

[cytuj autor='tomtur'] Bardzo ciekawie, wielce urozmaicenie. Z muralami, to zupełnie jak z tymi krasnalami we Wrocławiu, lwami Hewelionami w Gdańsku, królikami w Gnieźnie, bachuskami w Zielonej Górze czy figurkami Łodzi Bajkowej. Są po prostu coraz powszechniejsze.Mieszkać w Miłości to jedno. Ale umrzeć w Miłości z Miłości to byłby dopiero majstersztyk 🙂 [/cytuj]

 

16 grudzień 2020 07:47

Bardzo ciekawie, wielce urozmaicenie. Z muralami, to zupełnie jak z tymi krasnalami we Wrocławiu, lwami Hewelionami w Gdańsku, królikami w Gnieźnie, bachuskami w Zielonej Górze czy figurkami Łodzi Bajkowej. Są po prostu coraz powszechniejsze.

Mieszkać w Miłości to jedno. Ale umrzeć w Miłości z Miłości to byłby dopiero majstersztyk 🙂

Edytowano: 2020-12-16 08:41:31

16 grudzień 2020 06:52

Super wyprawa. Ja Jury nie znałem, poznałem ja z relacji jednego z Youtubera i mnie bardzo zaciekawiła. Też mam w planach przejechać szlak Orlich Gniazd. Ale najpierw planuje dokończyć Bałtyk 🙂 

Wycieczka na mapie

Zwiedzone atrakcje

Srocko

Kusięta

Biskupice

Sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej

Czarny Kamień

Mirowski Gościniec

Lgota-Nadwarcie

Miłość

Woźniki

Koszęcin

Lubliniec - dworzec PKP

Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 2005 roku przez aktywną rodzinkę złożoną dziś z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami i informacjami praktycznymi. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy ponad 37 000 polubień, a na Instagramie 2 800 Obserwujących.
Copyright 2005-2021