MRU

Komentarze 12
2020-08-08

Znów chciałbym Was zabrać na zachód Polski (nie dziwcie się, tam się urodziłem, tam spędziłem lata dzieciństwa i młodości, więc ciągnie mnie w tamte rejony, a to, że teraz mieszkam na Mazowszu... cóż, jakie to ma znaczenie?). Tym razem udałem się w pobliże Świebodzina (wiem, wiem, że dzisiaj znany jest przede wszystkim z...).



Ja jednak szukałem i znalazłem zupełnie inne miejsca. Chciałem w końcu zobaczyć Międzyrzecki Rejon Umocniony, czyli MRU. Teraz już wiecie skąd taka nazwa wycieczki (ostatnio rozwinęła się dyskusja na temat różnego typu skrótów, więc pomyślałem: „dlaczego nie kontynuować tego jakże ciekawego wątku”. Liczne bunkry, schrony,

„zęby smoka”, jazy,



obrotowe mosty mogące w każdej chwili zamienić to miejsce w jezioro,

praktycznie podziemne miasto...



Tak Niemcy chcieli „przywitać” wkraczające oddziały Armii Czerwonej i choć nigdy nie udało się im go skończyć, a Rosjanie potrzebowali zaledwie kilku dni, żeby te umocnienia przełamać, to i tak MRU robi wrażenie i warto tu przyjechać. Przy okazji postanowiłem wstąpić do dwóch znanych w lubuskiem ośrodków wypoczynkowych: Łagowa i Niesulic.

Zanim przejdę do krótkiego (I promise!) opisu wyprawy, dwie rzeczy. Po pierwsze, na ten wyjazd wybrałem się w, chyba, najgorętszy weekend lata – temperatura w cieniu dochodziła do 36ºC, w słońcu to już nawet nie wiem. Miałem wrażenie, że mózg mi się gotuje. Po drugie, odwiedzałem takie miejsca, które cieszą się ogromną popularnością turystów (szczególnie w ciepłe dni), więc ludzi było całe mnóstwo, co dla mnie, prawdziwego introwertyka, było średnim przeżyciem! Mimo wszystko, było fajnie!

Tym razem zaczynam w Zbąszynku, stąd ruszam w stronę Międzyrzecza. Po drodze zatrzymuję się w Dąbrówce Wielkopolskiej, gdzie podziwiam XIX-wieczny pałac kiedyś należący do rodziny von Schwartzenau.

Piękny, ale – niestety – zaniedbany i, wydaje mi się, niszczejący. Do środka wejść nie można, a z zewnątrz wrażenia ze wszech miar pozytywne. Wzbudzając duże zdziwienie u lokalnej dzieciarni, obfotografowałem zabytek

i ruszyłem dalej, jadąc całkiem niezłą drogą, a miejscami ścieżką rowerową. Niestety, od miejscowości Lutol Suchy jest już gorzej, ale da się wytrzymać. Gdzież tej drodze do tej, którą kiedyś podróżowałem przez piękną, skądinąd, Opolszczyznę. Żeby nie być gołosłownym oto zdjęcie: droga do Brzegu, przed miejscowością... Paryż 😁

W Międzyrzeczu interesuje mnie przede wszystkim lokalny zamek o jakże typowej historii dla większości polskich warowni. Wzniesiony przez Kazimierza Wielkiego, zapewniał Polsce bezpieczeństwo od zachodu, zniszczony przez Szwedów podczas potopu, później stopniowo popadając w coraz większą ruinę. po II wojnie odrestaurowany, choć sposób tej odnowy budzi różne oceny. Obecnie mieści się tam muzeum.

Jadę jeszcze nad Obrę i ruszam do Pniewa, żeby pozwiedzać MRU. Po drodze zatrzymuję się dwa razy – żeby zrobić pamiątkową fotkę jakże sympatycznej nazwie: Nietoperek, a po drugie, w celu zmoczenia głowy – upał jest przerażający.

W końcu docieram na miejsce – bilet zamówiony, więc płacę i czekam na przewodnika, oczywiście siedząc w cieniu. Przy okazji, jakby ktoś planował wyjazd, to informuję, że najpierw trzeba umówić się telefonicznie. Dostępne są różne trasy, w większości pod ziemią. Pamiętajcie o ciepłym ubraniu!

Po dojściu do linii bunkrów (obecnie widoczne z daleka, kiedyś – oczywiście – ukryte), schodzimy kilkadziesiąt metrów pod ziemię dosyć wilgotnymi schodami. Ponoć jest ich ok. 200 (nie wiem, nie liczyłem, ale kolanka troszkę bolą, przecież przejechałem już ponad 40 km).

Natomiast temperatura! Istne cudo, kilka stopni, w końcu mogę odpocząć od upału! Zwiedzamy korytarze, pomieszczenia przeznaczone dla żołnierzy. Oczywiście, nie ma już oryginalnego sprzętu, albo wywieziony albo zrabowany, na ścianach widoczne pozostałości po odwiedzinach „grup niezorganizowanych”. Przyznam, że troszkę klaustrofobiczne wrażenie jest – jak pomyśleć, że trzeba by było w takich warunkach spędzić długie miesiące, bez widoku słońca, bez świeżego powietrza... Brr!

Opuszczam MRU i kieruję się w stronę Wysokiej, gdzie znajduje się pamiątkowy pomnik poświęcony radzieckiemu oficerowi Aleksiejowi Karabanowowi. Abstrahując od oceny postępowania Armii Czerwonej na zajętych przez nich ziemiach, nie podoba mi się niszczenie pomników...

Kolejne kroki kieruję w stronę Boryszyna (jednak „odpuszczam” sobie Pętlę Boryszyńską, muszę tak planować, żeby dojechać na metę przed pociągiem, może innym razem). Zatrzymuję się tylko na chwilkę przy drewnianym kościółku (niestety zamkniętym),

patrzę na zniszczony(?) poniemiecki krzyż, myśląc o przemijaniu... i pędzę dalej.

Kieruję się w stronę Łagowa. Po drodze przejeżdżam przez Sieniawę, ponieważ znajduje się w niej kopalnia węgla brunatnego, jedna z najstarszych na ziemiach polskich (w spokojnych czasach można ją zwiedzać).

Zaciekawia mnie budynek dawnego dworca przy niedziałającej (?), a na pewno zaniedbanej linii kolejowej. Konia z rzędem temu, kto przeczyta nazwę. A może ogłoszę konkurs? Jak myślicie, co tam jest napisane?

No i w końcu Łagów. Piękna miejscowość, pięknie położona nad jeziorem Łagowskim i Ciecz z zabytkowym układem ulic i zamkiem joannitów.

Przyznam, że, doceniając urok miejscowości, nie jest to coś, co Mariuszek lubi najbardziej. Rzesza ludzi, w tym co najmniej połowa w stanie wskazującym na mocne spożycie (w tym sporo młodych ludzi, co do niektórych miałem podejrzenie, że dowodu to jeszcze nie mają. Ot i znowu się belfer we mnie odezwał...), setki samochodów, mnóstwo wywalonych na wierzch „bebzunów”. Nie! To nie dla mnie!

Jak jeszcze okazało się, że na zamek wejść nie można (epidemia), to szybko pojechałem dalej. Po drodze ustąpiłem pierwszeństwa nowożeńcom i... już mnie było. Ruszam dalej, natrafiając na coraz gorsze drogi, m.in. kocie łby i bruk, czyli to, czego każdy rowerzysta nienawidzi. 

Przejeżdżam przez wieś Niedźwiedź (wyjątkowo ciekawa „oprawa” znaku informującego o nazwie)

i tak dojeżdżam do Ołoboku, gdzie znajduje się całe mnóstwo hydrologicznych pozostałości po Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym (mosty, jazy, zabezpieczające je bunkry).

A ja, ruszając w sentymentalną podróż w czasy dzieciństwa, jadę na chwilę do Niesulic, zatrzymuję się na chwilę na plaży nad jeziorem Niesłysz, wspominając szczęśliwy okres., kiedy moim największym problemem było to, że dziewczyna, która mi się podobała, nie zwracała na mnie uwagi. Wtedy tragedia, dziś wspominam z nostalgią...

Wreszcie Świebodzin. Na dworcu PKP czeka mnie jeszcze niespodzianka w postaci odkrytego jakiś czas temu poniemieckiego napisu i to by było na tyle 🙂

 

 

Komentarze

Zostaw swój komentarz

05 grudzień 2020 16:24

Dziękuję za miłe słowa. Sama figura jest, oczywiście, różnie oceniana, ale na pewno ściąga sporo turystów

[cytuj autor='marian'] Fajna wyprawa i ciekawa relacja. Trochę historii  nam przekazałeś. My należymy do tej większości co tylko widzieliśmy  figurę Jezusa Chrystusa.  [/cytuj]

 

05 grudzień 2020 16:23

Joanno, mam nadzieję, że Twoja młodzież Cię zachęci - Wilczy Szaniec nie jest aż tak bardzo daleko i na pewno warto je zobaczyć. Też się tam wybieram, przy okazji chciałbym obejrzeć Mamerki

[cytuj autor='Joanna'] Myślę, że gdyby zaniosło nas w te strony, to MRU też byśmy zwiedzili. Tylko, że u nas to nie ja, a moje dziecko, przepraszam - młodzież (za dziecko mógłby się obrazić) interesuje się bunkrami, schronami, twierdzami itp. Ostatnio męczy mnie o Wilczy Szaniec w Gierłoży, bo to znacznie bliżej od nas, więc już zaczynam kombinować w tym kierunku... [/cytuj]

 

05 grudzień 2020 16:21

Na Wale Pomorskim nie byłem, może kiedyś. A wakacje i lata młodości zawsze wspomina się z nostalgią

[cytuj autor='Maciej A'] Będąc w wojsku zwiedzałem umocnienia Wału Pomorskiego. Historie wojen mnie znowu bardzo interesują i byłoby fajnie te umocnienia zobaczyć.A wakacje to był zawsze fajny czas i na zmianę otoczenia i na znajomości. Teraz i u mnie niektóre miejsca wywołują ciepłe myśli, szanujmy wspomnienia :-) [/cytuj]

 

05 grudzień 2020 16:20

Rozumiem, każdy ma swoje ulubione tereny. Ja kocham wszystko, co wiąże się z historią (zboczenie zawodowe nauczyciela historii). Lubię oglądać wszystko, co jest w jakimś stopniu ciekawe. Niestety, dawna i nie do końca zaleczona kontuzja kolana uniemożliwia mi wspinanie się i dlatego wszelkie góry, czy większe jaskinie raczej nie dla mnie 😢 A co się ze ślicznym misiem stało? 🙂 

[cytuj autor='Anna Piernikarczyk'] Piękna podróż, i do tego sentymentalna 🙂 My byliśmy w tych rejonach rok temu i wstyd się przyznać koło MRU przeszliśmy dość obojętnie, ja nawet chciałam, ale mąż II wojną specjalnie się nie interesuje, a dla dzieci ogólnie to średnia atrakcja, więc nie miałam o co walczyć. Wolę powalczyć już o jaskinie 🙂Co do miłostek wakacyjnych, w czasach liceum byłam z koleżankami na Mazurach i poznałam tam chłopaka, z którym zaiskrzyło szybko, potem już w domu zaskoczył mnie przesyłką - ślicznym misiem. Trafił w punkt i długo go miałam, aż poznałam Łukasza i dowiedział się skąd ten miś hehe [/cytuj]

 

05 grudzień 2020 16:16

To całkiem niedaleko ode mnie tę miłość znalazłeś. W Skępem byłem kilka razy. Wiem, że odbywają się tam coroczne pielgrzymki

[cytuj autor='tomtur'] Bardzo ciekawe miejsca i bardzo ciekawa relacja. Ja jestem osobą bardzo otwartą (przeciwieństwo mej żony) ale razem z żoną nie znosimy tłumów. Odnośnie wakacyjnych miłości to po 2 klasie liceum będąc, jak co roku, miesiąc u Cioci Zosi w Skępem na Kujawach obiekt mych miłosnych westchnień pozostał obojętny. Znałem dziewczynę z wielu  wcześniejszych wakacji w Skępem i bardzo to przeżyłem. Byłem bardzo bliski przeniesienia się do zawodówki przy MPK. Byłbym motorniczym tramwaju na łódzkich węższych torach. [/cytuj]

 

Edytowano: 2020-12-05 21:32:47

05 grudzień 2020 16:14

Jak najbardziej zachęcam, warto. Jedynym minusem są drogi, czasami w bardzo złym stanie, ale widoki piękne

[cytuj autor='MaciejW'] Fajna wyprawa. Bardzo podoba mi się ten rejon naszego pięknego Kraju. Po zwiedzaniu Świebodzina, Międzyrzeczu, również MRU mam ochotę wrócić tam na rowerze i pojeździć trochę. [/cytuj]

 

05 grudzień 2020 15:25

Fajna wyprawa i ciekawa relacja. Trochę historii  nam przekazałeś. My należymy do tej większości co tylko widzieliśmy  figurę Jezusa Chrystusa. 

04 grudzień 2020 11:16

Myślę, że gdyby zaniosło nas w te strony, to MRU też byśmy zwiedzili. Tylko, że u nas to nie ja, a moje dziecko, przepraszam - młodzież (za dziecko mógłby się obrazić) interesuje się bunkrami, schronami, twierdzami itp. Ostatnio męczy mnie o Wilczy Szaniec w Gierłoży, bo to znacznie bliżej od nas, więc już zaczynam kombinować w tym kierunku...

04 grudzień 2020 11:07

Będąc w wojsku zwiedzałem umocnienia Wału Pomorskiego. Historie wojen mnie znowu bardzo interesują i byłoby fajnie te umocnienia zobaczyć.

A wakacje to był zawsze fajny czas i na zmianę otoczenia i na znajomości. Teraz i u mnie niektóre miejsca wywołują ciepłe myśli, szanujmy wspomnienia :-)

04 grudzień 2020 09:54

Piękna podróż, i do tego sentymentalna 🙂 My byliśmy w tych rejonach rok temu i wstyd się przyznać koło MRU przeszliśmy dość obojętnie, ja nawet chciałam, ale mąż II wojną specjalnie się nie interesuje, a dla dzieci ogólnie to średnia atrakcja, więc nie miałam o co walczyć. Wolę powalczyć już o jaskinie 🙂

Co do miłostek wakacyjnych, w czasach liceum byłam z koleżankami na Mazurach i poznałam tam chłopaka, z którym zaiskrzyło szybko, potem już w domu zaskoczył mnie przesyłką - ślicznym misiem. Trafił w punkt i długo go miałam, aż poznałam Łukasza i dowiedział się skąd ten miś hehe

04 grudzień 2020 09:43

Bardzo ciekawe miejsca i bardzo ciekawa relacja. Ja jestem osobą bardzo otwartą (przeciwieństwo mej żony) ale razem z żoną nie znosimy tłumów.

 Odnośnie wakacyjnych miłości to po 2 klasie liceum będąc, jak co roku, miesiąc u Cioci Zosi w Skępem na Kujawach obiekt mych miłosnych westchnień pozostał obojętny. Znałem dziewczynę z wielu  wcześniejszych wakacji w Skępem i bardzo to przeżyłem. Byłem bardzo bliski przeniesienia się do zawodówki przy MPK. Byłbym motorniczym tramwaju na łódzkich węższych torach.

04 grudzień 2020 07:23

Fajna wyprawa. Bardzo podoba mi się ten rejon naszego pięknego Kraju. Po zwiedzaniu Świebodzina, Międzyrzeczu, również MRU mam ochotę wrócić tam na rowerze i pojeździć trochę.

Wycieczka na mapie

Zwiedzone atrakcje

Zbąszynek - dworzec PKP

Dąbrówka Wielkopolska - Pałac von Schwarzenau

Nietoperek

Wysoka - obelisk

Zarzyń

Sieniawa

Niedźwiedź

Niesulice

Świebodzin - dworzec PKP

Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 2005 roku przez aktywną rodzinkę złożoną dziś z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami i informacjami praktycznymi. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy ponad 40 000 polubień, a na Instagramie 3 200 Obserwujących.
Copyright 2005-2021