, MM
, MM

Gęsi survival ;-)

Komentarze 23
2009-04-22
Nasza zimowo-wiosenna wyprawa na Rusinową Polanę i Gęsią Szyję od samego początku aż do samego końca była spontaniczną akcją ludzi stęsknionych za Tatrami. Tak widzę to ja ;-)


Z radością przyjęłam od Marka zaproszenie na wspólną wyprawę a potem cieszyłam się z kolejno dołączających do nas osób. Negocjacje co do ostatecznej trasy zakończyły się zanim je podjęłam, determinacja i zdecydowanie Marka wyraźnie określały nasz cel : krokusy.
Do Paleńcy Białczańskiej dotarłyśmy zatrzymując się kilka razy w drodze aby podziwiać panoramę wyraźnie rysujących się na horyzoncie Tatr. Teresa, Bartek
i Marek już tam byli podczas gdy ja szukałam jeszcze właściwych ustawień parametrów aby rozpiętość tonalny zdjęcia Hawrania i Murania oglądanego z Głodówki pozwoliła na wyeksponowanie ich majestatycznej urody i potęgi.
Przejrzystość powietrza obiecywała „słodkie” widoki a nigdzie tak subtelnie nie widać Tatr jak właśnie z Rusinowej Polany. Gęsia Szyja miała być tylko drobnym dodatkiem do polany, którą w wyobraźni obsiałam krokusami…hi, hi, hi.. Rano , tuż przed przebudzeniem się ze snu , majacząc między jawą a snem przerwanym natrętnym budzikiem zatrzymałam pod powiekami senne marzenie: siedzę na rozgrzanej słońcem Rusinowej Polanie i przed oczami mam to, co w górach kocham najbardziej… niebo.
A niebo tego dnia było wyjątkowo lazurowe, a chmury niezwyczajnie puchate…
Po szybkim spakowaniu w wersję ostateczną plecaków ruszamy gęsiego błotnistym szlakiem przez las. Przez chwilę żałowałam, że zabrałam ze sobą raki, najwyraźniej zapomniałam o nich wyrzucając w pośpiechu ciepłą odzież… i wszystko to, co na lajtowej wycieczce stanowi zbędny balast. W mgnieniu oka zdobywamy Rusinową Polanę. Po drodze wymieniam się z Bartkiem doświadczeniami w fotografowaniu ptaków i słucham rad Marka jak uratować zepsutą matrycę.
Słońce, śpiew ptaków i zapach żywicy silnie działają na moje zmysły spragnione wiosny i wynagradzają mi brak krokusów na polanie. Kasia i Teresa ustalają ostatecznie, że te śliczne listeczki wychylające się z ziemi nie należą do krokusów ani nawet tłustosza alpejskiego , może zwiastują goryczki co bardziej prawdopodobne, bo ich szafirowe bukiety wciąż mam w wakacyjnych wspomnieniach z Rusinowej Polany.
Rozkoszując się przestrzenią w znakomitych nastrojach delektujemy się naparem kawy przygotowanym przez Kasię i Marka oraz wiśniową aromatyczną nalewką autorstwa żony Marka. Rozpieszczamy się czekoladkami, jabłkami i morelami… Takie z nas łasuchy!!!
I chyba właśnie wtedy w absolutnie beztroskiej atmosferze ktoś rzuca propozycje :” Murowaniec”.

Demony zostały obudzone!

Prosimy siedzących obok turystów o pamiątkowe wspólne zdjęcie i w pospiechu kierujemy się na Gęsią Szyję. Po prawej stronie szlaku , tuż przed szczytem widzimy ośnieżone szczyty Babiej Góry i Pilska a w dole soczystą wiosnę, a pod nogami śnieżną biel… Strome skały na szczycie są znakomitym punktem widokowym a przede wszystkim punktem fotograficznym. W naszej ośmioosobowej grupie mamy 6 aparatów fotograficznych, co wyjaśnia powody, dla których zatrzymujemy się na Gęsiej Szyi nieco dłużej niż planowaliśmy ale…przecież plany już zostały zmienione o czym przypominają nam hipnotyzujące szczyty Bielskich i Wysokich Tatr. Mamy czas…mamy dużo czasu… Czasu na dotarcie do Murowańca, czasu na zejście z Murowańca, czasu na refleksje też. Pachnący i rozśpiewany las spiskuje razem z nami, zdrowy rozsądek razem z polarami i ciepłymi kurtkami upchnęłam do plecaka. A może zostawiłam go
z butami trekingowymi Justyny w bagażniku samochodu? Nie ma go ale jest we mnie tęsknota z Tatrami, tym większa, że wróciłam z gór kilka dni wcześniej z uczuciem niedosytu. Decydujemy się podejść do Murowańca zielonym szlakiem przez Waksmundzką Rówień- łatwy i bezpieczny szlak. Na Waksmundzkiej Równi spotykamy prawie niedźwiedzia a chwilę potem grupę zrezygnowanych turystów z Tatrzańskiego Koła, którzy zachęcają nas do powrotu z uwagi na nieprzetarty i niewidoczny szlak, przestrzegają przez ich własnymi śladami, które są mylne. Wspólnie ustalamy, że dojdziemy do tego miejsca i wtedy zdecydujemy co dalej. Dochodzimy i…odnalezienie szlaku okazuje się proste. Jest to moment, w którym zielony szlak gwałtownie i wbrew logice skręca w prawo po to jedynie aby za chwilkę znowu wrócić w prawo. Od tego momentu brniemy już w mokrym śniegu raz po raz zapadając się w najmniej przewidywalnym momencie prawie po same pachy. Kijki trekingowe dają złudne poczucie kontroli zarówno poruszania się na śliskiej powierzchni jak i asekuracji przy upadku, po prostu zapadają się szybciej i głębiej. Kiedy za kolejnym razem klinuję się pomiędzy korzeniami i kosodrzewiną czuję jak wlewa mi się do buta zimny i rwący górski strumyk. Wkrótce przestaje liczyć zarówno własne jak i cudze upadki ;-) a to głównie z tego powodu , że upadamy niemal równocześnie. Z cała pewnością należę do trójki najczęściej zapadających się ;-) bo zapadam się nawet wtedy gdy stawiam stopę w wypróbowane przez moich kompanów miejsca. Zmienia się sceneria nad nami, za nami , przed nami a w nas wciąż ten sam zapał i determinacja, wciąż śmiejemy się
i znakomicie bawimy. Szlak gubi się jeszcze kilka razy więc już nikt nie pyta :
”a daleko jeszcze?” ;-)
I choć bardzo wszyscy go wypatrujemy pytanie „jest szlak?” na długo pozostaje
w moich uszach. Szlaku nie ma idziemy na azymut ;-) Przy Pańszczyckim Żlebie na dobre rezygnujemy z odnalezienia szlaku decydując się na strawersowanie zbocza
i przedostanie się na żółty szlak wiodący zboczem Żótej Turni w kierunku na Krzyżne. Z mapy wynika, że do schroniska mamy niecałą godzinę ale zanim to nastąpi musimy pokonać hektary kosodrzewiny a potem północny stok o sporym nachyleniu, na moje oko 40 stopni jak nic. Jest nas ośmioro a śnieg jest ciężki i mokry, z wczorajszego komunikatu TOPR-u wiem, że zagrożenie lawinowe to zaledwie dwójka. Moje dane mogą być już nieaktualne…aktualnie jest jak jest, wiszą nad nami czarne chmury. Zatrzymujemy się aby wylać wodę z butów Justysi i wykręcić jej skarpetki, bo coś za głośno jej chlupie. Marek i Justyna idą jako pierwsi, po chwili ruszam ja z Magdą
i Teresą, wkrótce zejście podejmuje Bartek, a Kasia i Ilonka zamykają nasz gęsi szlak. Idziemy w ciszy i spokojnie ale to nie chroni nas przed zapadaniem się pomiędzy skałami i kosówką ( nie wiadomo co gorsze). Dwukrotnie Magda zostaje bez buta ale na szczęście za każdym razem udaje się nam go odnaleźć.
Do Murowańca docieramy około szóstej wieczorem, przemoczeni do suchej nitki. Przed nami perspektywa szybkiego powrotu do Zakopca a stamtąd w pozostałe kierunki. Patrzę na dziewczyny i podejmuję szybką decyzję: zostajemy na noc. Kasia, Teresa, Marek i Bartek muszą wracać więc w pośpiechu się żegnamy, nie zatrzymujemy ich ani chwili dłużej bo choć mają schodzić czarnym szlakiem do Brzeźnicy to liczy się teraz każda minuta. Potem, kiedy leżę już rozgrzana gorącym prysznicem pod kołderką i dwoma kocami a oni siedzą w autobusie dzielimy się ostrożnie wrażeniami i zwierzamy z obaw.
Brakuje mi ich obecności, czasu na podsumowanie.
Mamy świetne towarzystwo w 10 osobowym pokoju a mnie mimo to wciąż ich brak.

I tak minął pierwszy dzień naszej jednodniowej wyprawy na krokusy ;-)

Pozdrawiam
Dorota

Ps.
Dzień drugi , uwieńczony nieoczekiwanie spotkanymi nieopodal Palenicy Białczańskiej łąkami krokusów, opiszę jutro, ale już teraz wam zdradzę, że do łatwych to on zdecydowanie nie należał ;-)
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM
, MM

Komentarze

Zostaw swój komentarz

Agnieszka Bierowiec
07 kwiecień 2010 01:07
Pięny artykuł. Super się czyta. Pozazdrościć tylko takiej pogody.
Darek
27 kwiecień 2009 20:10
Dzięki za komplement 🙂
MM
27 kwiecień 2009 19:04
Fajne z Was chłopaki :-) :-)
Midorihato
27 kwiecień 2009 14:50
Tak szczerze mówiąc to mam naturę romantyka - nie wstydze się tego. Do tego jak na razie dopisuje mi kondycja i nie brakuje chęci wiec razem może tworzyć to obraz twardziela. Ale twardzielem nie jestem - zbyt lubię miód!
Twardziele nie jedzą miodu - twardziele żują pszczoły!
A ja nie żuję :-(
Darek
27 kwiecień 2009 14:34
Widzę, że nie jesteś aż taki zimny drań za jakiego chciałbyś uchodzić bo oprócz osobowości górskiego twardziela, twoja dusza przepełniona jest również romantyzmem. Po prostu wab na dziewczyny, niczym opisane przez ciebie pszczoły na przepięknie kwitnących kwiatach - czereśniowych sadów 🙂
Midorihato
27 kwiecień 2009 11:54
Wczoraj byłem na fajnej "ludzkiej" wycieczce: miejscowość Krasieniec (prawdopodobnie od rosyjskiego słowa krasiwyj, krasota) koło Krakowa. Kilkunastokilometrowy marsz pośród kwitnących czereśniowych sadów. W uszach do tej chwili mam muzykę tysięcy pszczelich skrzydeł....
Relacja i zdjęcia za kilka dni.... zapraszam.
Darek
25 kwiecień 2009 21:51
Na coś "ludzkiego" to ja mogę z wami wyskoczyć czemu nie 🙂
nena
25 kwiecień 2009 13:49
ale nie masz za co przepraszać Marku 😉, znam się na żartach 😁, hihihi... z tym przeskakiwaniem samego siebie w Twoim przypadku to bym się trochę jednak zastanowiła , z tego co ja tu wyczytuje w Twoich relacjach to ... 😁 😉
Sodobało mi sie to coś "ludzkiego" dla wszystkich 😁 , będę śledzić bilbordy ! Pozdrawiam 🙂
Midorihato
25 kwiecień 2009 07:53
Neno, przepraszam - to byl oczywiscie zart. Wiem ze sa rzeczy ktorych nie jestesmy w stanie przeskoczyc. Nawet ja. Na ten przyklad samego siebie :-)

Darku - ten wypad nie jest ekstremalny. To tylko 2,5 godziny marszu w gore. Ekstremke planuje na polowe czerca wiec jesli nie polegne to moze pod koniec czerwca skroimy cos "ludzkiego" dla wszystkich.
Na pewno pojawia sie informacje na bilboardach - nie przegapisz!
Darek
25 kwiecień 2009 00:54
Zdrowy rozsądek podpowiada mi, iż 1 maj to jeszcze dla mnie troszeczkę za wcześnie. Moje nogi nie wytrzymały by takiej mordęgi.
(Za krótki okres pooperacyjny)
W drugiej połowie maja jadę na miesiąc czasu do Dusznik Zdroju. Tam mam przejść fachową rekonwalescencję, po której moja kondycja powinna się mocno poprawić.
Dla tego też gdybyście planowali pod koniec czerwca coś mniej ekstremalnego to wtedy z chęcią postarał bym się do was dołączyć 🙂
MM
24 kwiecień 2009 22:01
Darku...nie wiem jak oni...ale ja to z cała pewnością amatorką jestem :-) :-)
Po prostu chodź z nami :-) Za mną łatwo nadążyć :-)
1 maj 2009 rok Hala Krupowa :-)
Darek
24 kwiecień 2009 21:58
Też bym się z wami wybrał na jakąś wycieczkę, ale nie wiem czy bym był w stanie dotrzymać wam kroku. Wy to czyste zawodowstwo, a ja to tylko marny amator nizinno - pagórkowy 🙂
nena
24 kwiecień 2009 21:54
Marku, nie nabijaj się ze mnie 😁 , czasami tak bywa ...

Mam nadzieję ,że koniec tej "biedy" Doroto już bliski 😁
Dziękuję i równie ciepło pozdrawiam 🙂
MM
24 kwiecień 2009 21:06
Bartku, szkoda, że nie idziesz z nami :-(
Wymyśl więc dokąd pójdziemy pod koniec maja :-)
Serdeczności :-)

Nena! Nic się nie martw :-) Każda "bieda " ma swój koniec. Kiedyś wybierzemy się razem w świat :-)
Póki co pozdrawiam Cię serdecznie i chylę czoła przed Twoją pracowitością.
Midorihato
24 kwiecień 2009 20:39
1 maja studia?
1 maja praca?
Toz to swietokradztwo!
No chyba ze to praca spoleczna - to w takim razie tylko komuszenie :-)
nena
24 kwiecień 2009 19:22
Dziękuję Doroto za zaproszenie 🙂 na pewno kiedyś skorzystam i się w Wami gdzieś wybiorę 🙂 Niestety teraz nie dam rady, studia i praca :/ Pozostaje mi narazie czytać Wasze relacje i oglądać piękne fotki 🙂
bartek
23 kwiecień 2009 22:06
Jeszcze bardzie wkurzające jest to że miałem przewodnik cały czas ze sobą :/
MM
23 kwiecień 2009 22:00
Nena :-) Następna wyprawa już wkrótce :-) Z widokiem na Tatry :-) a na tyle daleko, że bezpiecznie :-)
Zapraszam Cię !!!

Bartek! Nauczę się przewodników Nyki na pamięć!!! Jak modlitwe do Anioła Stróża :-)
bartek
23 kwiecień 2009 18:11
Szczerze mówiąc, na drugi dzień po opadnięciu emocji, aż mnie złość wzięła na siebie za to przecieranie szlaku. Jak napisała Dorota: "zdrowy rozsądek razem z polarami i ciepłymi kurtkami upchnęłam do plecaka. A może zostawiłam go
z butami trekingowymi Justyny w bagażniku samochodu? Nie ma go ale jest we mnie tęsknota z Tatrami" . Właśnie zdrowy rozsądek. A wystarczyło zajrzeć do przewodnika Nyki: "Zimą szlak uciążliwy i mylny, nierzadko praktycznie nie do przebycia". Nic to. Ważne, że się udało cało i szczęśliwie dotrzeć do schronu. Nauczka na przyszłość 🙂)
nena
23 kwiecień 2009 14:33
pogoda Wam sie udała , rzeczywiście , wiem , bo ja wtedy siedziałam na uczelni i patrzyłam przez okno z nudów 😢 I pomyśleć , że mogłam wziąć udział w tak cudownej wyprawie ! Doroto świetny opis, czekam niecierpilwie na cz.2 , a fotki cudowne 🙂 Gratuluję oka ! No i najfajniejsze , że Was było dużo !
pozdrawiam 😉
Teresa Nowak
23 kwiecień 2009 13:03
Aż Wam zazdroszczę tego drugiego dnia!

[i]Ostatnio edytowany: 2009-04-23 18:45[/i]
Anna Piernikarczyk
23 kwiecień 2009 08:50
Pięknie, ale pogoda Wam się trafiła, super wyprawa, no i sporo Was było, WOW !!! 🙂
Darek
23 kwiecień 2009 00:44
Trzymałem za was kciuki i wiedziałem, że będzie fajny wypad w górki, ale na takie ekstra wrażenia to przyznam się szczerze , że nie liczyłem.
Z tej okazji chciałbym pogratulować uczestnikom tej wyprawy za włożone zaangażowanie i za poniesione trudy w trakcie podejścia na Rusinową Polanę i Gęsią Szyję, natomiast Markowi należą się zasłużone podziękowania za pomysł i determinację w realizacji zaplanowanego przez siebie zadania.
Bardzo żałuję, że nie mogłem w tym czasie być tam z wami 😢
Twoja relacja jest kapitalna, zdjęcia bajeczne, a w rzeczywistości było na pewno jeszcze lepiej, po przeczytaniu twojej relacji i obejrzeniu zdjęć, aż mnie zatkało z wrażenia.
Twój opis rozbudził moją wyobraźnię i poprawił mi humor🙂
Aż się nie mogę doczekać drugiej części 🙂
Ostatnie zmiany atrakcji:
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 2005 roku przez aktywną rodzinkę złożoną dziś z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami i informacjami praktycznymi.
W sezonie notujemy 80 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy ponad 40 000 polubień, na Instagramie 3 600 obserwujących, a nasz kanał YouTube subskrybowało ponad 1 000 osób.
Jeżeli chcesz nas wesprzeć to możesz zamówić nocleg przez Booking.com - ciebie to nic dodatkowo nie kosztuje, a my dostaniemy drobną prowizję. Dziękujemy!
Copyright 2005-2021