Wyjazd na majówkę do Szwecji i Danii był prezentem-niespodzianką dla naszej rodzinki . Pomysłodawcą i organizatorem był mój mąż ,który od dawna marzył o przejażdżce mostami nad cieśniną Sund i Wielkim Bełtem. Mosty te powstały stosunkowo niedawno,niegdyś między Szwecją i Danią oraz wyspami duńskimi istniała tylko przeprawa promowa. Marzenia są po to,by je spełniać więc pewnego dnia mąż po prostu zakupił dla nas bilety na prom do Ystad i nie pozostało nam nic innego jak tylko spakować się i ruszyć w drogę. On jechał ,by zobaczyć słynne mosty,reszta rodzinki by zwiedzić przede wszystkim Kopnehagę.
Słupsk- Świnoujście 226km

Pierwszym etapem była droga do Świnoujścia. Dojechaliśmy późnym popołudniem dwie godziny przed zaokrętowaniem się.Był czas na zjedzenie kolacji w pobliskiej restauracji i wymianę wrażeń związanych z naszą pierwszą w życiu wyprawą promem. Oczywiście,to ja,urodzony czarnowidz , miałam najwięcej obaw,snułam czarne wizje wspominając tragedię promu Heweliusz,ale słusznie ,zostałam zgaszona entuzjastycznym podejściem reszty towarzystwa.Potem był już wjazd na prom Wawel,ustawianie samochodu na dolnym pokładzie,szukanie naszej kabiny i spacer po górnym pokładzie. Zanim prom ruszył obeszliśmy pokład szukając dogodnego miejsca na obserwacje momentu odbijania od nabrzeża. Było już ciemno i dość chłodno. Czekaliśmy razem z innymi pasażerami aż silniki rozpoczną swoją pracę i zacznie się nasza podróż przez morze. Wreszcie ruszyliśmy. Z górnego pokładu widok był niezwykły. Pod nami kotłowała sie woda ,a my spoglądaliśmy na głębinę z wysokości mniej więcej drugiego piętra. Czuliśmy się bez mała jak bohaterowie filmu Titanic stojący na dziobie statku,tyle,że my staliśmy na tyle promu,by lepiej widzieć oddalający się brzeg. Patrzyliśmy jak stopniowo linia brzegowa zamazuje się i znikają świecące punkciki świateł Świnoujścia. Wreszcie dokoła zapanowała zupełna ciemność,otaczało nas tylko morze. Człowiek czuje się bezradny i śmiesznie mały w tym bezmiarze.
Świnujście- Ystad 234km ( droga morska)

Lepiej więc było zejść na pokład spacerowy. Obeszliśmy wszystkie sklepy,restauracje rozjarzone światłami i poczuliśmy się nieco lepiej. Zapomnielismy o tym,że wciąż znajdujemy się na pełnym morzu. Prom jest ogromny,jak pływający dom. Zabiera ok 480 osób, i 75 tirów. Zajrzeliśmy też do kina i dyskoteki. Można nie spać całą noc i każdy znajdzie coś,co umili mu czas. My jednak ,wiedząc,że nazajutrz czeka nas długa droga,grzecznie idziemy spać. Odczuwamy niewielkie kołysanie,mimo,że nie ma wielkiej fali ani wiatru. W końcu udaje nam się zasnąć. Pobudka wcześnie rano po 7 godzinach rejsu. Ok. 6 jesteśmy już w barze na śniadaniu. Śniadanie w blasku wschodzącego słońca,w restauracji na promie przybijającym właśnie do nabrzeża Ystad,to jedno z niezapomnianych przeżyć w moim życiu. Coś fantastycznego. Siedząc przy oknie przy porannej kawie widzieliśmy każdy manewr cumującego promu. Potem już szybki zjazd z promu i...byliśmy na drodze do Malmo. Hura,jesteśmy w Szwecji!
Ystad-Malmo-Kopenhaga 91km



Drogi w Szwecji zaskoczyły nas swoją gładką nawierzchnią. Trudno się zresztą dziwić mając na uwadze stan polskich dróg. Jechało się spokojnie i dość szybko znaleźliśmy się w Malmo. Troszkę pokręciliśmy się po mieście,jednak kusiło nas,by jak najszybciej wjechać na most nad Sundem i ruszyć do Kopenhagi. Most ten łączy Malmo z Kopenhagą. Dokładniej mówiąc sam most ma 7845m,potem jest przejazd sztuczna wyspą o dł.4055m i tunelem 3510m. Cała trasa przejazdu wynosi 16km. Most został otwarty w 2000r. Jest on najdłuższym mostem na świecie łączącym dwa państwa. Tym samym przejazd między Szwecją a Danią skrócił się z ok 1.5h do zaledwie 30 min. Przejazd mostem jest płatny ( 0becnie w 2013r. za samochód osobowy 45 euro).
W Kopenhadze zostawiliśmy samochód na parkingu i skierowaliśmy się w stronę Placu Ratuszowego. Pogoda była piękna,słoneczna i wręcz upalna. Na placu podziwiać można Ratusz z 1903r. Stąd ruszyliśmy przez miasto ulicą Stroget. Deptak Stroget to najważniejszy trakt kopenhaskiej Starówki. Znajdują się tam liczne sklepy,restauracje,kramy,można kupić dosłownie wszystko. Następnie przeszliśmy na plac przed pałacem królewskim Amalienborg. Zamek składa się z 4 części usytuowanych wokół okrągłego placu. Od XVIII wieku znajduje się w nim siedziba duńskich władców i dworu królweskiego. Przy pałacu pełni wartę gwardia królewska. Oczywiście zaczekaliśmy do godziny 12.00 na uroczystą zmianę warty. Towarzyszyły nam dosłownie tłumy innych gapiów,widowisko było rzeczywiście przednie. Potem podeszliśmy pod marmurowy kościół Fryderyka również pochodzący z XVIII wieku. Dalej skierowalismy się w stronę nabrzeża w kierunku pomnika słynenj ,duńskiej Syrenki. Droga była długa i nogi nieźle dostały w kość. Po drodze zatrzymaliśmy się przy fontannie Gefion z czterema ogromnymi bykami ciągnącymi pług. Jest to bardzo charakterystyczny obiekt w Kopenhadze i wiąże się z nim legenda o bogini Gefion,która zaklęła w byki swoich 4 synów-herosów i zaprzegła ich do pługa. Bogowie obiecali jej,że dostanie tyle ziemi,ile zdoła zaorać w ciągu jednej nocy. Gdy do przeorania została bykom tylko Jutlandia,nadszedł świt i przerwał ich pracę. Tak powstała Dania. Potem przeszliśmy jeszcze urokliwym nadbrzeżnym parkiem aż do pomnika Syrenki. Siedzi ona na głazie wyłaniającym się z wody i spogląda w morze. Jest to postać małej Syrenki z baśni duńskiego bajkopisarza Hansa Christiana Andersena. Stanowi symbol Kopenhagi. Wracaliśmy tą samą drogą kierując się do nabrzeża kanału portowego Nyhavn. Jest to jeden z najbardziej urokliwych zakatków Kopnehagi. Spacerowaliśmy wzdłuż nabrzeża podziwając zacumowane stateczki i żaglowce. W okolicznych kamieniczkach pełno jest klimatycznych kafejek,pubów i straganów z pamiątkami. Uliczni artyści na poczekaniu tworzą tu swoje pejzaże i portrety. Kiedyś w domu pod nr 67 mieszkał tu Andersen.Było już późne popołudnie,czas na obiadokolację. W jednej z pizzerii zaserwowaliśmy sobie potężną porcję kalorii na resztę dnia. Następnie skierowaliśmy się do parku rozrywki Tivoli,gdzie spędziliśmy miło czas oddając się rozmaitym przyjemnościom. Nie wiadomo kiedy nadszedł czas by pożegnać piękną Kopenhage i wracać do domu.

Kopenhaga-Słupsk 684km
Droga powrotna była już drogą lądową,nie morską. Celowo wybraliśmy taki wariant,aby przejechać kolejnym znanym mostem nad Wielkim Bełtem. Połączenie to zostało otwarte w 1998r. Zastapiło ono dotychczasowa przeprawę promową. Łączy duńskie wyspy Zelandia i Fiona. Długość przeprawy mostem wynosi 17 km. Przejazd wynosi ok 15-20 minut,niegdyś było to ok.90 min. Byłam nieco rozczarowana,że nie starczyło nam czasu na odwiedzenie miejsca urodzenia Andersena Odense,ale na pocieszenie zakupiłam jego figurkę,by móc prezentować ją uczniom podczas lekcji związanych z baśniami. I tak przez Rostock i dalej Szczecin wrócilismy do domu,baaardzo zmęczeni drogą powrotną i brakiem snu,ale pełni wrażeń. Jeden dzien w Kopenhadze to stanowczo za mało,by w pełni poznać to piękne miasto. Jest więc powód ,by kiedyś tam jeszcze wrócić.

Razem 1235km
























